sobota, 11 maja 2013

Od zawsze wiadomo, że cierpię na nadmiar weny twórczej, którą muszę pożytkować w sposób konstruktywny, czyli jak najmniej związany z sesją, kolokwium czy studiami samymi w sobie. Tym razem zaspokoiłam swoją manią tworzenia, przez pół dnia kalecząc sobie dłonie igłą -a oto efekt pracy! Pluszowy Alexiu!

Jak wam się podoba? Chcielibyście takiego?
(jutro szyję Angie!)
~wasz Alex :)

9. W jak wazon! (Luka)


Aut. Ha! Kosztowało mnie to piwo, ale macie swoją Psycholkę! W końcu wklejam na blog coś nie mojego. Wielkie brawa dla żabojada, za odwagę (buhahahahahaha!)



-Mówię ci, że...hik!... jest wampirem! -Alex osuszył resztki butelki, przechylając się ostro do tyłu.
-Nie pieprz, schlałeś się to ci się miesza.
-Jest i koniec kropka…
Spojrzałem na Alexa marszcząc nieco jedną z brwi. Odstawiłem z hukiem na stolik butelkę z resztką samopędzonej gorzałki Alexa i wstałem ostentacyjnie nieco się zataczając. Policzki mi płonęły a w głowie huczał helikopter, ale nie ważne, nieeeee. Ważne że miałem cholerną rację.
-Nie jest i ci to kurwa udowodnię! - warknąłem robiąc krok nad stojącym obok pufem by wyjść z gabinetu, w miarę spójnym stanie.
 Zapamiętać..nigdy nie pić z Polakami. Oni chyba wódę chleją z mlekiem matki. Nigdy więcej! Nigdy!!! No chyba że stawiają, to inna sytuacja. Darowanemu koniowi i tak dalej i tak dalej.
-Niby jak żabojadzie? - Alex zaśmiał się pogardliwie a ja miałem ochotę złapać go za te białe kłaki i….ugh! Uparte to to!
-Zrobię jej zdjęcie! Wampirów przecież nie widać na zdjęciach!
Uśmiechnąłem się tryumfalnie łapiąc za antyczny wręcz aparat Alex’a i wytoczyłem się na korytarz. Udowodnię cholernemu albinosowi że się myli. Wystarczy że znajdę Angie i walnę jej te cholerne foto. Spoko Luka, dasz radę, co to dla ciebie zrobić zdjęcie jakieś dziewczynie. Starałem się zignorować fakt że owa dziewczyna to Angie i jak tylko zwęszy co i jak to mogę się pożegnać z kilkoma częściami ciała. A byłem do nich bardzo przywiązany. Nawet bardziej niż bardzo.
-Spoko Lu…Kicia nie jest krwiopijcą, pstrykniesz jej focie, zgarniesz flaszkę i zapomnisz o całej sprawie..
Sprawa niby prosta, ale jak się nad tym zastanowić to jak to zrobić, ale tak by się nie narobić, ale to zrobić. Westchnąłem cicho przeczesując kłaki dłonią. Merde! Kłopotliwe to wszystko. A mógłbym teraz leżeć, albo czarować jakąś uroczą mademoiselle. Aparat działał, sprawdziłem robiąc zdjęcie jakiemuś bohomazowi na ścianie. Teraz tylko znaleźć cherie. Rozejrzałem się w koło, nie licząc zbytnio na cud. Ta to się zakamuflować potrafi! Ha! Luca geniuszu czemu na to wcześniej nie wpadłeś! Wyciągnąłem różdżkę i machając nią krótko wyrzuciłem z siebie dokładne jak na moje oko:
-Accio Angie!-
Przyleci do mnie! No przecież to proste od początku było, po co jej szukać jak sama może się znaleźć. Już miałem wydać z siebie tryumfalny okrzyk radości gdy cały świat zawirował a mnie otoczyła ciemność czarniejsza od tylniej części pewnego ciemnoskórego mężczyzny. Merde!
***
-Luka..możesz mi powiedzieć co ty odwalasz? To jakaś nowa gra? Mogę zagrać z tobą?
Max uśmiechnął się do mnie szeroko pochylając się nad potłuczonym mua, które zbierało z dywanu resztki swojej godności i szkaradnego wazonu który wyrzucony w powietrze jebnął mnie prosto w czerep pozbawiając przytomności. Przecież wyraźnie mówiłem Angie! Angie! Cholera jasna! Syknąłem cicho dotykając czoła na którym miałem już pokaźnego guza. Moja twarz! I jak ja teraz się pokażę w towarzystwie! Zarzucę na głowę pokutny worek i pójdę do zakonu! A wszystko przez wazon. Max nie słysząc odpowiedzi skakał dookoła mnie.
-Tak..bawię się w jebnij z wazonu francuzowi. Idź poszukaj jakiegoś bo jak widzisz ten marnie skończył-
Wymruczałem starając się mówić jak najspokojniej. Bolała mnie głowa, o godności osobistej nie wspominając. Do tego ciągle świat mi wirował przez polskiego mózgotrzepa w płynie. Krukon klasnął zadowolony w dłonie po czym pobiegł korytarzem. Ok Lu, czas się ewakuować, młody poszedł po nowy wazon!!! Wstałem z powrotem wyrzucając na podłogę skorupy, już miałem wejść w tryb spierdalingu gdy coś prychnęło na mnie z końca korytarza. Zakląłem pod nosem powoli wycofując się w głąb. Pani Norris. A skoro pojawił się tutaj ten wyliniały futrzak to gdzieś w pobliżu był Filch. Normalnie wzruszył bym ramionami i dał sobie wlepić kolejny szlaban którego i tak za cholerę bym nie odrobił, ale tu w grę wchodziła duma! I utarcie dupy Alex’owi. Wtedy nastało objawienie. Miało ono nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu i miało twarz kota srającego na środku pustyni.
-Albion wybieram cię!- krzyknąłem w jego stronę widząc że przechodzi korytarzem. W tej samej chwili złapałem go za rękaw i przyciągnąłem do siebie.
-Al..Al..patrz! Kotek! - wyrzuciłem z siebie modląc się w duchu by połknął przynętę.
Cholera Lu, po kija tu sterczysz! Spierdalaj! Rzuciłem się biegiem jak najdalej od sierściucha. W oddali słyszałem tylko rozpaczliwe miauczenie pani Norris i piski anglika który najpewniej wciągał kolejną swoją ofiarę do pokoju wspólnego gryfonów gdzie będzie bombardował go miłością i karmił wynalazkami Max’a. Prawie było mi żal tego zwierzaka. Prawie. Najważniejsze że udało mi się uciec. Kij z tym że wypluwałem płuca, a cały lepiłem się od potu a w głowie mi się kołowało jak na cholernej karuzeli. Rozejrzałem się a widząc przez okno że na błoniach krąży czarne coś uśmiechnąłem się zwycięsko.
-Mam cię cherie…-
Dotarcie tam nie zabrało mi długo, ale moja kondycja fizyczna dawała mi znaki że czas się wziąć za dupę i zacząć ćwiczyć bo inaczej to kaplica brachu. Marsz, marsz Luka, dawaj, dawaj już jesteś blisko. Podszedłem do czarnego cosia i złapałem za ramię.
-Aaaaaaangie… wszędzie cię szukałem cherie..-
Wyjęczałem mając ochotę rzucić się na trawę i wyzionąć ducha. Spojrzałem na nią błagalnie unosząc aparat. O Kuuurwaaaa. Skrzywiłem się od razu cofając się pięć metrów do tyłu.
-Czego!?- Snape świdrował mnie spojrzeniem jakbym był czymś małym i oślizgłym, czyli na przykład nim. Nie no, nic do niego nie mam osobiście, ale przeraża mnie jego mroczna mroczność.
-Nie nic..bywaj zdrów przyjacielu..niech moc będzie z tobą i tak dalej..-
Uśmiechnąłem się rozbrajająco, postawiłem sobie kołnierz w stylu „na jebakę”, zrobiłem efektowy zwrot i ruszyłem w stronę zamku. Show must go on! Angie, gdzie ty się szlajasz cholero! Westchnąłem cicho badając guza wielkości góry Fuji który wykwitł na moim czole. Zostałem oszpecony! W naszym klubiku od dziadziusia znajdę pewnie trochę lodu. Ważne że aparat cały bo biały zrobiłby ze mnie żabie udka. Nie żebym się go bał, ale cenie swoje uda, i inne części mojego boskiego ciała. Po kilku minutach pchnąłem drewniane drzwi do casa di szajbusi i ruszyłem w stronę barku.
-A tobie co?
Nie no to jakieś żarty tak? Odwróciłem się szybko a widząc czarną siedzącą na łóżku z prorokiem codziennym w łapie opadłem na kolana wydając z siebie ostatnie tchnienie. Koniec, mam dość, nabiegałem się jak debil. Mój wrodzony leń dał mi znać że to koniec inwencji twórczych na dzisiaj i że po prostu mu się więcej nie chce. Drżącą dłonią uniosłem aparat i pstryknąłem jej zdjęcie. Spojrzała na mnie jak na plankton po czym przerzuciła kolejną stronę wcześniej śliniąc opuszkę wskazującego palca.
-Umieram cherie… potrzebuje metody usta-usta…-
Wyjęczałem metodą czołgająco- pełznącą kierując się w stronę jednej z poduszek. Opadłem na nią oddychając głęboko. Zaraz też dostałem w łeb prorokiem, a czując na twarzy obcas jej butów zamknąłem oczy.
-Walisz gorzelnią idoto!- warknęła dociskając buta do mojej twarzy.
Zginąłem chociaż mając przy sobie coś płci przeciwnej. Niech się dzieje wola nieba! Już widziałem otwierającą się bramę do raju, już te wszystkie laski wyciągały do mnie ramiona a biuściasta blondi podawała mi drinka. Słysząc zaraz dźwięk otwieranych drzwi spojrzałem w tamtą stronę uchylając jedną z powiek. Eden może chwilę poczekać. Do pomieszczenia weszło metr pięćdziesiąt czystego wkurwu w niekontrolowanej postaci.
-Wygrałem..-Wydusiłem z siebie, a raczej wybełkotałem bo cholerna polska zaraza wciąż krążyła w moich żyłach.
Wyciągnąłem rękę z aparatem podając mu go. Nie muszę wspominać że cały czas miałem na twarzy but Angie, na czole guza wielkości wieży Eiffla i cały byłem w skorupach od cholernego wazonu. Niech się przekona że przegrał to najważniejsze. Widząc że ogląda zdjęcie uśmiechnąłem się zwycięsko.
-Wygrałeś..no i? Przecież o nic się nie zakładaliśmy żabojadzie..-prychnął tylko i rzucił aparat na jedną z puf.
A ja…ja…no cholera jasna. To nie tak że nie wierzyłem Angie czy coś. Byłem nawet w stanie przyznać jej rację, bo co się będę wtrącał do fantasmagorii gryfonki. Skoro mówiła że jest wampirem to dla mnie mogła być i zajączkiem wielkanocnym. Przyznam szczerze że z uszami i ogonkiem wyglądała by…wróć. Nie czas teraz na to. Cholera, jak ja się dałem na to namówić. Ta gorzała Alexa totalnie zlasowała mi twardziela. Patrzałem na niego wzrokiem idioty starając się coś wyartykułować, ale jedyne co przychodziło mi na myśl to słowa „jestem debilem”. Nabiegałem się..po nic. Słysząc ponowny odgłos otwieranych drzwi nie byłem nawet w stanie spojrzeć w tamtą stronę.
-Luca! Przyniosłem wazon!
J’en ai ras-le-cul !!!*
* J’en ai ras-le-cul - mam tego, kurwa, dość (w wolnym tłumaczeniu)


Angie; Łapa, dziwko >.<
Luca; T^T
Wiecie, czasem mi go nawet żal xD

No i proszę! Fajny ten Lu, nie? Koniecznie napiszcie komentarz, że chcecie go więcej, żeby Psycholka częściej wysyłała mi teksty! :)

środa, 8 maja 2013

8. Olivka, czyli troszku o miłości...(Alex)


-OŻESZKURWAJAPIERDOLĘ!
To była dobra reakcja, na widok tego, co czekało nas w naszym nowym "gabinecie". Wleźliśmy do środka, zaraz za dziadziem, otwierając gęby ze zdumienia. Dyrektor udał, że dostał nagłego ataku głuchoty i całkowicie zignorował okrzyk Luki, nadal uśmiechając się dobrotliwie.
Pokój może i nie był zbyt duży ale zdecydowanie "wow". Ściany były kremowe, oświetlone magicznymi kandelabrami i  gdzieniegdzie pokryte pięknymi gobelinami. Podłoga była ledwo widoczna spomiędzy mnóstwa puf, poduch czy foteli. Na środku sali stał jeden masywny stolik, a na nim góra papirusów i zapas piór. Moją uwagę natychmiast przyciągnęło jednak wyrko, stojące w rogu. Ogromne, zasłane poduchami i obudowane w ciemne drewno. Luka i Max rzucili się na nie z niemal szlochem.
-Ale zajebiście!!!!
Kolejny napad głuchoty dla staruszka.
-Tutaj będziecie przyjmować interesantów -dziadzio zatoczył ręką wokół. - A to -wskazał na klepsydrę stojącą przy drzwiach. -Pokaże wam, jak wielu osobą pomogliście. Kiedy wszystkie rubiny zajdą się w dolnej komorze, znaczyć będzie że wasza kara się skończyła.
-Ja stąd nie wyjdę!! -Max zakopał się w poduchach na wyrku, tak że widać już było tylko jego antenkę.
-Ach, tutaj macie barek -dyrcio zachichotał, podchodząc do jakiejś małej szafki.
-Barek?
-Tak. W razie gdyby ktoś chciał się napić czegoś ciepłego -Dumbledore stuknął różdżką w "barek" -Herbata.
Otworzył drzwiczki, a w środku już stał parujący kubek, cukiernica i spodeczek z pokrojoną cytryną. Uniosłem brwi, najpewniej zastanawiając się nad tym samym, co inni. Czyli coś w stylu "Ognisty łiskacz Rosmerty?"
-Myślę, że świetnie sobie poradzicie -dziadzio uśmiechnął się do nas uroczo, chwycił swoją herbatkę i ruszył do drzwi. -Przypominam jednak, że nie powinniście przekładać pomocy innym nad zajęcia.
Mrugnął porozumiewawczo i nagle złapał jakąś laskę, która właśnie przechodziła obok, i wciągnął do klasy. -O proszę! Myślę, że macie pierwszą chętną! Powodzenia.
Po czym spieprzył, pozostawiając nas z przerażoną młodą, która chyba niezbyt wiedziała o co cho.

Siedzieliśmy na pufach, milcząc. Luka przyniósł nam po butelce kremowego piwa, więc teraz popijaliśmy je po mału, zastanawiając się co robić. Młoda siedziała na pufie przerażona, wgapiając się w swoją butelkę i chyba próbując ją zamienić w świstoklik samą siłą woli
-Jesteś z drugiego roku, nie? -Angie uśmiechnęła się do młodej uspokajająco. Pewnie by i zadziałało, gdyby nie to, że miała doczepione wampirze zęby, a jej włosy przypominały czarne gnizado na czubku głowy.
-Um, tak...
-Jak masz na imię? -tym razem to Maxiu.
-Olivia... -młoda obrzuciła go przerażonym spojrzeniem. Chyba każdy w szkole wiedział, że Max to niebezpieczny psychopata i pedał.
-No to... masz jakiś problem? -uniosłem brwi.
-Nie bardzo...
-Na pewno?
-Nie, naprawdę...
-Nie wypuśccimy cię, póki nie wymyślisz sobie żadnego problemu.
Olivka otworzyła szeroko oczy jakby się miała zaraz popłakać. Zerknęliśmy po sobie z westchnieniem.
-Alex, straszy taką ładną dziewczynę -żabojad przystąpił do działania. Uśmiechnął się do laski promiennie. -Mon ami, nie przejmuj się nimi. Proszę, musimy ci w czymś pomóc, inaczej wszyscy będziemy mieć problemy. Pomóż nam sobie pomóc...
Albion otworzył usta, jakby chciał powiedzieć coś mądrego, ale najwyraźniej dwie dziewczyny w pokoju przekraczały jego limit i tylko zaczerwienił się, upijając łyk ze swojej butelki.
-Ja... -dziewczyna również się zaczerwieniła. -Mnie podoba się jeden kolega...
-Świetnie. W końcu do czegoś doszliśmy. Jaki to kolega?
-Sy...Syriusz Black...
Zdębialiśmy. Luka najbardziej.
-Podoba ci się Black?! -aż podskoczył z wrażenia.
-No, jest przystojny -Angie pokiwała głową, popijając piwo kremowe.
-Ty też?! -tym razem żabojad aż się opluł. -Co wy w nim widzicie?! I dlaczego ja tego nie mam?!
Chrząknęłem znacząco, skinąwszy w stronę Olivii.
-A może niech spotyka się z Luką -zaproponował niespodziewanie Albion. 
Spojrzeliśmy wszyscy na niego. Natychmiast zaczerwienił się aż po cebulki włosów.
-No, wiecie... żeby zwrócić uwagę Syriusza... Pewnie będzie chciał odbić dziewczynę Luce...
Olivka wydała z siebie jakiś dziwny, wysoki pisk. 
-Przepraszam... -zachichotała. -Ale to świetny pomysł!
Luka wyszczerzył się.
-Mon ami, czy ty się upiłaś?
Dziewczyna czknęła na potwierdzenie.
-To może ten... zostawmy was samych? -Angie wzruszyła ramionami. -Poznajcie się lepiej. Skoro macie ze sobą chodzić...
Wstaliśmy szybko z zamiarem ewakuowania się. Rzuciłem francuzowi ostre spojrzenie.
-Pamiętaj, że ona jest dopiero w drugiej klasie... -zastrzegłem szybko.
Wzruszył ramionami.
-No, przecież nic jej nie zrobię, nie?


-Normalnie ucałuję dziadziusia za taką karę! -Luca nie bardzo przejął się, że jego zaklęcie zmieniające kolor  chybiło celu i uderzyło w tył głowy Pettigrewa. -Będę miał dziewczyn na pęczki! Tyle złamanych serc do naprawienia!
-Męski szowinista -mruknęła Angie, obserwując jak Peterowi wyrastają ośle uszy. Potter i Black zaczęli rechotać.  -Co to było za zaklęcie?
-Co? -Luka rozejrał się. -To my jesteśmy na zaklęciach?
-Mimo wszystko -machnąłem krótko ręką, a uszy Petera wróciły do poprzedniego kształtu. -Nie ciesz się tak. Nie pokonasz Blacka, choćbyś poderwał wszystkie laski w szkole. Black i tak będzie miał jedną, której ty nie miałeś.
Luce opadła szczęka. Zmarszczył brwi i wyciągnął z torby gruby zeszyt. Zaczął go szybko wertować.
-Co to jest? -Angie zajrzała mu przez ramię.
-Jego spis dziewczyn -mruknął Albion, wbijając wzrok w kapelusz przed sobą. Tkanina na wstążce mieniła się tęczowo, ale reszta za cholerę nie chciała się zmienić. -Nosi go zawsze ze sobą.
-Nie rozumiem! -Luka spojrzał na mnie bezradnie. -O co ci chodzi?
-Angie -wyjaśniłem krótko, wzruszając ramionami.
-CHODZIŁAŚ Z BLACKIEM?!
-Zamknij japę!
-To zdrada -Luka spojrzał na dziewczynę jakby ta mu psa naleśnikiem zabiła. -Cherie... nie spodziewałem się tego po tobie...
-Och, zamilcz -dziewczyna niezbyt się przejęła. -To było dawno temu.
-W drugiej klasie? -zmarszczyłem brwi, starając sobie przypomnieć.
-Chyba w trzeciej... Zaraz -obróciła się do Pottera i jego bandy. -Hej, Black!
-Czego?
-W której klasie się przelizaliśmy?
Czarnowłosy zamyślił się, drapiąc w głowę.
-W drugiej chyba.
-A nie w trzeciej?
-W drugiej -Syriusz wyszczerzył się. -Potem przestałaś się czesać.
Angie niezbyt się przejęła. Odgarnęła potargane, ciemne loki z czoła i uśmiechnęła słodko.
-No tak! A ty zdałeś sobie sprawę, że TO wcale nie ma 20 centymetrów długości.
Syriusz poczerwieniał ze złości.
-Cicho siedź, szlamo -wycedził.
Albionowi aż różdżka wypadła z łapki. Angie syknęła i rzuciła w stronę Blacka jakąś klątwą. Ten natychmiast sparował cios i sam posłał w jej stronę czerwony promień. Tym razem to ja zareagowałem i jednym machnięciem odbiłem cios. 
-Spokojnie, dzieciaki -mruknąłem. -Potter, weź łaskawie go uspokój, bo sobie różdżką oko wybije. Black, jak chcesz zarobić szlaban to znam przyjemniejsze sposoby.
-Bronisz go?! -Angie zerknęła na mnie z wyrzutem. 
-To się tyczy też ciebie -wywróciłem oczami. -Nie przejmuj się tym dupkiem. Chyba nie chcesz...?
-Właśnie! -Luka przyskoczył do nas nagle i objął Angie za ramiona. -Nie przejmuj się tym dupkiem! Są lepsi przedstaiciele męskiego gatunku...!
-Odpieprz się, żabojadzie -Angie wbiła mu łokieć między żebra. -Powiedziałam już, że nie będę chodzić z żadnym z was.
-Cholera -Luka skrzywił się, łapiąc za brzuch. -Wredny babsztyl...
-Słyszałam to.


Angie strasznie się na nas pogniewała, co jasno dała nam do zrozumienia, gdy wieczorem zmierzaliśmy do sali wróżbiarstwa. Przypomniała nam również, że zbliżają się SUMY, a ona na pewno nie da nam swoich notatek.
Luka niezbyt się przejął, twierdząc że z eliksirów i tak jest lepszy. Kłócili się przez całą godzinę a potem rozeszli w różne strony, wściekli. Niestety ja i Albion zostaliśmy wciągnięci w ich kłótnie bez zbędnego informowania nas o tym. I francuz i wampirzyca mieli nam za złe, że wciąż przyjaźnimy się z obojgiem.
-Luka dołączył do nas dopiero dwa lata temu, nie? -tłumaczyła mi Angie na lekcji zielarstwa. -W sumie to tak naprawdę nigdy nie był jednym z nas. Cały czas siedzi ze swoimi dziewczynami. Do nas przychodził tylko się żalić, że się z kimś rozstał.
-Czy ty aby nie jesteś o niego zazdrosna? -mruknąłem, niezbyt zadowolony z tematu.
Angie prychnęła oburzona, ściskając nieco zbyt mocno łodygę Dyptamu. Roślina zaprotestowała, gwałtownie skrzecząc i wijąc się.
-No, naprawdę! -Angie puściła kwiatek. -Takich insynuacji to ja bym się spodziewała po kimś na poziomie Albiona albo żabojada! Nie, nie jestem zazdrosna! Ale, wiesz co? Odczepcie się ode mnie wszyscy! I ty, i on!
Po czym odeszła, wielce obrażona.


-Baby tak mają -pocieszał mnie Luka, godzinę potem, gdy nudziliśmy się na Opiece nad Magicznymi Stworzeniami. -Ciężko im dogodzić. Bo, wiesz, jak kobiecie jest za dobrze to od razu szuka dziury w całym. A Angie to już w ogóle! Przecież chciałem tylko prosić o pomoc...
-Ja pierdolę -jęknąłem. Nie dość, że siedziałem nad jeziorem wgapiając się w pniaki i usiłując stwierdzić, który z nich to błotoryj, to jeszcze ten mi tu miauczał. -Zawrzyj zęby, bo ci chyba przyjebię.
-Spokojna twoja rozczochrana -mruknął, krzywiąc się. -Mogłem się domyślić, że będziesz jej bronić. W końcu zawsze byliście... ku sobie...
Szczęka weszła mi w blistą kooperację z trawą u moich stóp. Ale zanim zdążylem jakoś elokwentnie zareagować, Luka obrócił się i dołączył do innej grupki.

Jedynie Maxa nikt się nie czepiał. Puchoni nie mają z nami zaklęć więc ani Angie, ani Luka nie mieli się do czego doczepić. Albion chyba najbardziej na tym ucierpiał. Do tej pory trzymał się głównie z Luką, który, pomimo manii podrywania, jest w miarę ludzkim leniem. Teraz był skazany na wyłącznie moje bardzo nieformalne werbalnie towarzystwo. Maxa wykorzystywałem jako wtykę w obu stronach konfliktu. Kiedy miał lekcję z Gryfonami, siadał z Angie i pomstował na Lukę. Zaraz potem lazł narzekać na kobiety w towarzystwie francuza.
Jedyne z czego mogłem być zadowolony to to, że nasz przymusowy wolontariat zaczynał przynosić efekty. Luka jadał śniadania w towarzystwie Olivki i jej znajomych, odprowadzał swoją dziewczynę na zajęcia, nawet odpisywał na listy od jej matki. Sama Olivia też okazała się w porządku. Coraz częściej przesiadywała w "Pokoju Zwierzeń", nawet jeśli Luka wychodził stamtąd jak tylko pojawiałem się ja albo Albion. Angie zdawała się całkowicie ignorować fakt, że to przez nią dostaliśmy karę i, że to właśnie powinna najbardziej przyłożyć się do pracy w wolontariacie.


-Pogodzą się -pocieszyła mnie któregoś dnia Olivia. Siedziała ze mną i Albionem w dormitorium, degustując moją nową nalewkę. -Jak ktoś się lubi to się zawsze pogodzi.
Albion skrzywił się, karmiąc chomika owsianką od Maxa. Błagam, nie pytajcie mnie, skąd on wytrzasnął biedne zwierzątko.
-Gdyby tak było, dalej przyjaźniłbym się z debilami z podwórka...
-Ale chodziło mi o taką prawdziwą przyjaźń... Wiesz, jak się dla kogoś naraża życie... -Oli rozmarzyła się, przesuwając opuszkiem palca po brzegach kieliszka. -Chciałabym kiedyś mieć takich dobrych przyjaciół.
-Chciałabyś narażać życie? -zapytałem trzeźwo.
Zachichotała.
-No, może nie aż tak...
-My cię lubimy -wzruszyłem ramionami. -I masz dużo znajomych po całej budzie, nie?
Trzasnęły drzwi i do dormitorium wpakował się Black.
-Rgardens, daj mi coś mocnego... -jęknął już na progu. -Pisałem właśnie esej na Historię Magii i mi się mózg popsuł...
Olivka zerknęła na niego przestraszona. Uniosłem brwi. Dziewczyna zaczerwieniła się lekko, ale nagle odstawiła swój kieliszek i wstała. Stanęłam naprzeciw Black'a, unosząc dumnie głowę.
-Podobasz mi się.
Syriusz uniósł brwi i zerknął na mnie, jakby spodziewał się, że to ja znowu go w coś wkopałem. W końcu zerknął znowu na dziewczynę i wzruszył ramionami.
-Yyyyy... sorry, nie szukam sobie panny...
-Wiem -Olivka uśmiechnęła się. -Ale musiałam to powiedzieć. Napijesz się ze mną?
Black znowu wzruszył ramionami, ale na usta wypełzł mu szeroki uśmiech.
-Zawsze i wszędzie.
Powiem tylko tyle; młoda tańczy na stole, jak się upije.

Następnego dnia w klepsydrze wylądował pierwszy rubin, sygnalizujący, że rozwiązaliśmy swoją pierwszą sprawę.
-Zorganizujmy imprezę -zaproponował Albion, gdy podziwialiśmy nasz licznik.
Wgapiliśmy się w niego zdumieni.
-Kim jesteś i co zrobiłeś z księżniczką?! -Max wybałuszył na niego oczy.
Al zawstydził się.
-No, Olivia była wczoraj... dzielna -odchrząknął, czerwieniąc się i unikając spojrzenia dziewczyny. -To pomyślałem... jakby tak Max przyprowadził Angelikę, a Olivia Lukę... moglibyśmy ich pogodzić...
-Dobra myśl -przyznałem.
Oli uśmiechnęła się szeroko, a potem wspięła na palce i cmoknęła Ala w policzek.
-Słodki jesteś -mruknęła.
Księżniczka omal się nie przewróciła z wrażenia. Natychmiast obrócił się na pięcie i poleciał do barku, mrucząc coś o piwie kremowym i włączonym żelazku.
-Dobra, to lecim na szczecin -rozsiadłem się na wyrku, wyciągając różdżkę. -Ja zablokuję wejście, żeby nie spierdolili, dranie.

Najpierw przylazł Luka. To nawet i lepiej. Z dwojga czortów ten był bardziej przyjaźnie nastawiony do świata. Może i uparty jak osioł, ale szybciej idzie się z nim dogadać.
-Mówiłaś, że będziemy sami... -burknął, stając w progu.
Oli siłą go wciągnęła do środka.
-Siadaj, debilu -machnąłem ręką w stronę jednej z puf. -Dzisiaj świętujemy. RAZEM, kurwa.
Nie ruszył dupy spod drzwi.
-Czyli chcesz mnie przeprosić? -założył ręce na piersi.
-Zaraz cię, skurwielu, przeproszę z moją pięścią.
-Trochę za niski jesteś, nie sądzisz?
Nosz, kurrrrrrrrrrrrwa!
Albion aż jęknął w swoim kącie, jak podskoczyłem do żabojada. Nie będzie mi gówniarz szargał honoru!
-Zawrzyj jebane w kurwę perełki, bo jak ci przyfasolę w facjatę to będziesz je zbierał na Pokątnej! -no i polało się co miało polać. -Nikogo, kurwa, przepraszać nie będę! Masz, w kurwę pierdoloną w ciemnym kącie, ruszyć swoją francuską dupę i legnąć na jakimś kawałku tego pierdolonego 5 na 10 m kwadratowego i wcisnąć w gębę piwo, albo ja ci je wcisnę w dupę, troglodyto pierdolony! Ekshibicjonista za dyche, w kurwełę mać!
Zamilkłem dysząc ciężko.
W pokoju panowała niczym nie zmącona cisza. Wszyscy gapili się na mnie, zamiatając szczękami podłogę. Al zaczął nawet zmieniać kolory. Czerwony - biały - czerwony - biały - zielony...
-Ty... -Luka odchrząknął. -tak na poczekaniu to wymyślasz...?
-Japa zero.
Żabojad skinął głową i przycupnął przy Alu, biorąc ze stolika butelkę piwa kremowego. Olivia poklepała go pocieszająco po kolanie, po czym obróciła do mnie.
-Jeszcze się nie uspokajaj. Zaraz tu będzie Max z Angie.
Lu uniósł głowę i otworzył usta, ale wystarczyło jedno moje spojrzenie i się uspokoił.
-Bachory jebane -rzuciłem jeszcze na wszelki wypadek.
Angie pojawiła się minutę potem i niemal od razu spróbowała spieprzyć. Złapałem ją za szatę, Max wziął od tyłu (Chryste....) i wciągnęliśmy do pokoju siłą.
-Siadaj na dupie, wiedźmo!
-Spierdalaj, panienko, nie będę z wami gadać!
-Kurwa, czy wy w końcu przestaniecie mnie obrażać?!!! -teraz to już ryknąłem.
Laska aż podskoczyła.
-Zamknij japę i się nie wydzieraj!
-BĘDĘ SIĘ DARŁ ILE MI SIĘ PODOBA TY PSEUDO WAMPIRZYCO! USADŹ DUPĘ ALBO CIĘ NAFASZERUJĘ CZOSNKIEM JAK BABCIA KACZKĘ NA ŚWIĘTA!
-Nosz, kurwa... -Angie zatkała sobie uszy dłonią, ale posłusznie, oparła się kantem tyłka o jakąś szafeczkę. -Czemu se zawdzięczam tę kurewską przyjemność?
-Się mówi "sobie" -burknąłem tylko. Max tarzał się po wyrku z radochy. -Zebraliśmy się tutaj, skurwysyny, żeby prześwięcić dzień, kurwa, święty i pogodzić tych dwoje debili...
-A jak nie to co? -nosz, odważna dupa. Odważyła się mi przerwać. Doprawdy, powiedzmy, że doceniam.
-Naprawdę? -uniosłem brwi, zerkając na nią. -Naprawdę chcesz, kurwa, wiedzieć?
Angie westchnęła, wywracając oczami.
-Ja pierdolę.... Mówił ci już ktoś, że jesteś psycholem?
-Ta, było takich dwóch w białych kitlach.
-Pewnie już leżą dwa metry pod ziemią, co? -Luka zachichotał.
-CHCESZ DOŁĄCZYĆ?!
-Już nic nie mówię...
Chwilę panowała cisza. Lu i Angie sukcesywnie się ignorowali, Max dalej rechotał na wyrku, Al dostał chyba ataku astmy, a Oli upijała się piwem kremowym.
-Świetnie -klapnąłem na fotel, na wszelki wypadek jeszcze gromiąc zebranych wzrokiem. -To teraz, kurwa, buzi i zgoda.
Zerknęli na siebie spode łba.
-A utarguję samą zgodę, bez buzi? -Angie zerknęła na mnie z uniesionymi brwiami. -Panie, KURWA, premierze.
-KURWA może się zgodzę, ale mnie nie wkurwiaj. Żabciu szybka piłka. Przepraszasz, czy w ryj?
-Wolałbym już w ryj dostać -burknął francuz. Ale westchnął w końcu. -Przepraszam, cherie. Poniosło mnie trochę. Ale że z Black'iem....
-MORDA!
Angie chwilę jeszcze siedziała naburmuszona. W końcu obróciła się do żabojada.
-Przyjmuję przeprosiny.
-I?
-Co "i"? -zdenerwowała się. -Za co niby mam go przeprosić?! Że nie chcę powiększyć grona jego byłych lasek?!
Znowu cisza. Nawet Max przestał rechotać.
-Słyszysz? -zerknąłem na Lucę. -Ona nie chce być twoją byłą laską.
-Świetnie, będzie przyszłą -wyszczerzył się.
-Chyba śnisz, żabojadzie! -dziewczyna wytknęła mu język. -Zostanę, kurwa, lesbą.
-Have fun...
Olivka zaczęła chichotać jak pojebana. Śmiem twierdzić, że znakomicie wpasowała się w towarzycho.
-Jesteście niemożliwi! -otarła łzy z kącików oczu. -Na pewno rozpowiem wszystkim jacy jesteście wspaniali -zagroziła, dupa wołowa.
-Świetnie -Luka ucieszył się.
-Ja pierdolę....

aut. Ale długo wyszło xD

sobota, 4 maja 2013

Chibi Party, czyli dalej o głupotach

Ostatnio nie miałam zbytnio czasu, żeby napisać jakikolwiek post, ale teraz postaram się to naprawić. Można powiedzieć, że skończył się mi weekend majowy i wracam do roboty ;) A na początek; trochę pobawiłam się w Chibi makerze i oto wynik:
Alex wygląda trochę zbyt dziewczęco, przepraszam ^^' Ale jego wieczna mina, typu "znam twoją matkę, skurwielu" jest idealna.

Nie mogłam znaleźć dostatecznie roztrzepanej i jednocześnie ładnej fryzurki dla naszej "wampirzycy".

Albion jest cudowny. Taki prawdziwy gentleman Wygląda trochę jak taki Ciel z Kuroshitsuji, nie sądzicie?

Nie wiedziałam w co ubrać Lucę, żeby był taki wyluzowany i sexi jednocześnie T^T

Maxiu jak zwykle kotowaty >.<

Jak tak robiłam naszych kochanych szajbusów to się rozpędziłam. Niżej macie nas -autorów bloga. Tak, jest nas więcej  ;)
A oto ja -czyli Alex, czy też Wróbel, jak kto woli :) Moimi postaciami są Alex (no ba!) i Angie. Póki co, wszystkie posty na blogu należą do mnie. Jakby kto chciał mnie poszukać gdzie indziej;
blog kulinarny + pamiętnik - http://szara-niecodziennosc.blog.pl/
gg - 35538554

Wiolka-Psycholka - jej postaci to Albion i Luka. Mam mnóstwo planów i świetnie pisze, tylko trzeba ją ostro poganiać (chowa się przede mną, bo na nią wrzeszczę, że pisze tylko fragmenty :) Przezwisko ma nie od parady, lepiej na nią uważać! 
gg - 10471664

Tinek (pedał) - czyli jedyny niby-facet w grupie, całkowicie pozbawiony mocy twórczej. Maxiu to jego postać i idealnie odzwierciedla swojego autora. Przyznam, że muszę czytać i edytować wszystkie jego posty (w ramach spoilleru; uciekł z zajęć z nowym nauczycielem, płacząc jak zarzynana dziewica, po tym, jak wydało się, że wykładowca wpadł mu w oko). Mówiąc w skrócie -pedał ^^ Ale kochany. Dostarcza mi papierosy <3
gg - 10949671



 Tak sobie pomyślałam; może i wy chcielibyście, żeby znalazł się tu wasz Chibi-bohater? Zgłaszać się! Macie mojego maila, gg, fejsa, możecie mnie nękać ile chcecie! Jeszcze dzisiaj lub w najbliższych dniach pojawi się Olivia, nasza pierwsza bohaterka ;) Ale potem mamy wolne terminy. Więc ruszać!
Każdy zgłaszający się:

  • wystąpi w odcinku,
  • ma szansę pojawić się w następnych chapterach,
  • zdjęcie jego bohatera pojawi się w galerii bloga,
  • zrobimy mu chibi rysunek :3
Mało? To napiszcie, czego jeszcze chcielibyście w dodatku do odcinka?
Póki co, to tyle! Biorę się za pisanie.
P.S. Jakby ktoś chciał być informowanym o nowych postach, niech napisze na moje gg ;)

piątek, 26 kwietnia 2013

Kwestie organizacyjne, czyli którędy do łóżka żabojada?


Aut. To powyżej to nowy gabinet Szajbusów. Chcecie wypić herbatkę, wlepiając ślepia w Alexia? Albo ukraść z Maxiem Al'owską czekoladę? Poplotkować z Angie, lub pofikać na tym zgrabnym wyrku, z Luką? To na co czekacie? Pisać maile! Komentarze! Cokolwiek!
W razie wszelkiego wu, to moje gg; 35538554 -tam pisać wszelkie uwagi, pomysły, czy próby dostania się między szajbusów.  Wszystko rozpatrzymy sprawiedliwie ;)
Blog się niedługo rozkręci, ale do tego trza ludzi. I nie mówię tu tylko o tych, którzy chcą wziąć udział w życiu szkoły. Także komentarze, czy głosy w naszym małym plebistycie gwiazd.
Soł man, muw jor as and help us!
Nie pytaj co blog może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla bloga! :D
Wasz wiecznie wkurwiony ~Alex <3

7. Co Edzio Cullen robi w Hogsmeade? (Angie) cz.4


Zacisnęłam oczy i skrzywiłam się, czując jak moje oczy atakuje jasne światło. Nie idź w stronę światłości, Angie. Leż na dupie, tu ci dobrze. I ciepło. I miękko. Nawet plecy już nie bolą...
Mój Boże, słyszę głosy...
Zamrugałam zaskoczona, w końcu otwierając oczy. Chwilę wgapiałam się w biały sufit, nie bardzo ogarniając miejsce mojego aktualnego spoczynku. Ale zaraz znów usłyszałam rozlegające się tuż obok.
-Nie będzie nas na eliksirach. I transmutacji. Już o historii magii nie wspomnę...
-Jezu, Al, zamknij twarz, bo ja ci ją zaraz zamknę!
-Leż na dupie, białasku, masz złamaną nogę!
-Lu, weź go przytrzymaj, bo zaraz się spieprzy na glebę!
-Przecież zajęcia są ważne! A co z moimi zwierzątkami?! Kto je nakarmi?!
-Ja je nakarmię twoimi flakami, dzieciaku...
-Może byście się tak uciszyli, co? Bo zaraz przyleci Hitlerjugend zaraz przylezie.
Znowu zamknęłam oczy i westchnęłam głośno.
-Za jakie grzechy wrzuciłeś mnie do piekła? -mruknęłam w stronę sufitu.
-O, Angie! -chłopcy najwyraźniej zainteresowali się, że nie śpię.
Z niejakim trudem uniosłam się do siadu, rozglądając. Wszystkie łóżka wokół były pozajmowane. Alex leżał naprzeciw mnie z nogą w gipsie, lewitującą na niewidzialnym temblaku. Kawałek dalej leżał szary na twarzy Albion, potem Luca z opaską na oczach i Max po mojej prawej stronie, pokryty opatrunkami aż po czubek głowy.
-Ohayo -Maxuel wyszczerzył się do mnie spomiędzy bandaży.
Opadłam na poduszki bez sił.
-Ja pierdolę..
-Dokładnie, Grimm, dokładnie -ups, Alex używa mojego nazwiska. Będzie poważnie. -Myślę, że nie muszę ci mówić, że jak cię jeszcze razz zobaczę z jakimś wampirem, wilkołakiem, czy inną łajzą, to nogi powyrywam przy samej gębie?
Jego z pozoru miły głosik doprowadził mnie do stanu przed zawałowego.
-Ta jest! -zakomunikowałam szybko.
-No i świetnie. Przypomnijcie mi jeszcze tylko, żeby obił Potterowi gębę, jak z tąd wyjdziemy.
Chwilę leżeliśmy w milczeniu. W końcu znowu się uniosłam.
-Dzięki... -mruknęłam, nieco speszona. -Gdyby nie wy, jadłabym krwiste przez resztę życia. O ile miałabym jakieś życie.
-Nie ma sprawy, cherie -Luka wzruszył ramionami.-Odrobisz kiedyś w naturze.
-Świetny pomysł -Alex uniósł brwi. -To co? Kolejeczka? Max, masz najbliżej.
Spojrzeliśmy po sobie z młodym.
-Bleee! To kobieta! -geniusz omal się nie zrzygał na pościel.
-Ja też to niedawno odkryłem -Lu pokiwał poważnie głową. -AAA! NIE BIJ! KTOKOLWIEK TO JEST!
-Co tu się dzieje!? -Pomfrey wypadła ze swojego Aushwitz i zgromiła nas wzrokiem. -Panie Regardens, proszę odstawić ten nocnik!!

Wieczorem odwiedził nas Dumbledore. Siedzieliśmy akurat wszyscy na wyrku Alexa, grając w karty. Dziadzia wyprosił Hitlerjungend do jej kanciapy i przysunął sobie do nas taboret, świecąc swoim dziadzinym uśmiechem.
-Widzę, że już czujecie się lepiej?
Nerwowo przysunęłam się do Alexa. No, to teraz czeka nas wydalenie, szlaban i odrabianie w naturze, niekoniecznie w tej kolejności i wielkości.
-Panie dyrektorze, to moja wina -mruknęłam szybko. Dobra, boję się kary, nie chcę żeby mnie wyjebali, ale jak przeze mnie ukarają chłopaków, to mi Alex żyć nie da. -To ja...
-Wina? -dziadzio uniósł brwi. -Masz na myśli złamanie przepisów i nielegalne wyjście do Hogsmeade? Czy może to, że nawiązałaś niebezpieczną znajomość z wampirem?
Jaką tam niebezpieczną. Już ja jestem bardziej groźna niż ta ciota.
-A może chodzi ci o to, że sprowokowałaś grupę wilkołaków i tym samym naraziłaś na niebezpieczeńswo swoich przyjaciół? O co ci chodzi, moja droga?
Chłopcy natychmiast pootwierali usta, ale dyrcio natychmiast uciszył ich jednym ruchem ręki. Poczułam jak czerwiejnieję po czubki uszu.
-O...wszystko...
-Rozumiem. Czy masz w takim razie coś na swoje usprawiedliwienie?
Zamrugałam szybko, czując pieczenie pod powiekami. No, Angie, nie rycz. Nie rycz, głupia pizdo! Wyleją cię ze szkoły, złamią różdżkę i wylądujesz spowrotem w swoim czysto mugolskim świecie.
-Proszę, to moja wina -rzuciłam szybko. -Niech pan nie każe chłopaków. Oni chcieli mi tylko pomóc!
Dumbledore tylko się zadumał, kręcąc młynka kciukami.
-No, nie wiem.. -uniósł brwi, zerkając po zaciętych minach mojej obstawy.-Żaden z nich nie wezwał nikogo na pomoc. Powinni zgłosić...
-A co, ja Gepetto, żeby strugać pajaca? -Alex skrzywił się wściekle. Pewnie by robił niezłe gniewne show, gdyby nie to, że jego noga huśtała pod sufitem, a on sam leżał plackiem w pościeli. -Zanim ktoś by zareagował, ją by już zjedli, przetrawili i zakopali.
-Bardzo obrazowo powiedziane -Dumbledore jakoś niezbyt się przejął wybuchem białaska. -Muszę was jednak ukarać.
Już po mnie.
-Mimo wszystko, muszę przyznać -ciągnął dalej dziadzio. -Że wykazaliście się szczególną odwagą i hartem ducha. To bardzo żadka i cenna sztuka w tych czasach.
Zaczęłam nasłuchiwać uważnie, przy okazji robiąc najbardziej skruszoną minę, na jaką tylko było mnie stać. Tak, patrz jak mi smutno, jak źle. Nie warto mnie wyrzucać, zdechnę, rozłożę się pod jakimś mostem i będzie afera. No, daj pan złotóweczkę na bułeczkę...
-Nie wyrzucę was ze szkoły...
Nie tylko mnie wyrwało się westchnienie ulgi.
-Mam bowiem dla was wyśmienitą karę -kontynuował spokojnie dyrcio, zacierając ręce. -Jako uczniowie wybitni będziecie służyć innym pomocą i przykładem.
-Chyba nie zrobi Pan z nas Prefectów? -Albionowi zaświeciły się oczy.
-Nie.
I masz, Al, za swoje.
-Będziecie pomagać uczniom z całej szkoły w ich problemach. Zostanie wam przydzielona odpowiednia sala, gdzie będziecie przyjmować interesantów. Po godzinach zajęć oczywiście.
Spojrzeliśmy po sobie zdumieni.
-Ale...co? -Max pokręcił głową, jak zwykle tępo główkując.-Jak niby mamy pomagać? W nauce?
-We wszelkij kwestiach, związanych z życiem na zamku. Oczywiście w miarę możliwości -dziadzio uśmiechnął się dobrotliwie.
-Super! -Maxiu ucieszył się. -Może przyjdzie do mnie jakiś gej?!
-Cieszę się, że podoba wam się prozpozycja -Dumbledore wstał. -Jak tylko dojdziecie do siebie, omówimy wszystko w moim gabinecie.
Ruszył do wyjścia, a ja osłupiałam.
-Ale... zaraz! -skoczyłam na równe nogi. -To wszystko?!
-Ach, no tak -staruszek odwrócił się do nas, jakby coś mu się przypomniało. -Wasze domy dostaną po dwadzieścia punktów za odważne zachowania każdego z Panów.
Osłupieliśmy, a wtedy dziadzio najspokojniej w świecie wyszedł.
-Nienawidzę drania -Alex parsknął.

Aut. No i proszę. Doszliśmy do momentu, gdzie zawiązuje się cała akcja. Od tego momentu każdy z czytelnikó może osobiście poznać naszych bohaterów! Wystarczy wysłać na maila; alexregardens@gmail.com wiadomość o następującej treści;
  • Imię i nazwisko naszej postaci,
  • Wiek/która klasa/dom,
  • wygląd/charakter,
  • problem, z jakim może zgłosić się do szajbusów,
  • zdjęcie, jakie ustawimy w formie avka. Wszystkie zdjęcia zostaną potem wyświetlone w formie księgi pamiątkowej na blogu.

Wasza postać stanie się jednym z uczniów hogwartu i wystąpi w specjalnym odcinku, a nawet potem, przewijając się gdzieś między fabułą! Have fun, kochani!

czwartek, 25 kwietnia 2013

6. Co Edzio Cullen robi w Hogsmeade? cz.3 (Angie)


Come on, Come on
Move a little closer
Come on, Come on
I want to hear you whisper

Ed czekał na mnie z pojedyńczą różą w dłoni. Skrył się w cieniu drzew przy Wrzeszczącej Chacie, tak, że jego skóra nie miała bezpośredniej styczności ze światłem słonecznym. Uśmiechnęłam się do niego uwodzicielsko, poprawiając kieckę.
-Zmarzniesz -wyciągnął rękę, tak że płatki róży musnęły mój policzek.
A potem poprawił moją szatę, całkowicie opatulając.
Oceniłam swój stan techniczny ale nie skomentowałam. Skoro taka mu się podobam to wuj z tym.
-Co będziemy dzisiaj robić? -spytałam za to, wdzięcznie przyjmując różę.
Ed spuścił wzrok.
-Muszę ci coś wyznać... ja... -zawahał się na moment. -Dzisiaj ucztowałem.
Zamrugałam.
-Polowałeś? Znaczy piłeś krew?
Do głowy weszła mi scena rodem z pornosa. Poczułam jak ogarnia mnie wściekły gniew. Znalazł se chuj jakąś dziewicę i ucztował? Jak ja mu zaraz pokażę! Drań jeszcze nie wie, co to znaczy rozgniewać Angie...
-Nienawidzę tego! -odwrócił się w stronę drzew z dramatycznym jękiem. -Ale musiałem! Byłem tak przerażająco spragniony!
-Mogłeś powiedzieć! Ja bym się z tobą podzieliła swoją krwią!
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Ale ja nie piję ludzkiej krwi.
-Co? -gówno, cipo. Co ja tu robię?
-Poluję na zwierzęta i je gryzę -wyjaśnił spokojnie, jakby tłumaczył mi jakąś regułkę z Historii Magii. -Nie mógłbym skrzywdzić człowieka!
-Więc jak..? Nie pijecie ludzkiej krwii? -ramiona mi opadły.
Naraz przypadł do mnie, chwytając za dłonie z siłą jakiej bym się nie spodziewała po takim metrosexualnym ciele.
-Twoja krew... ona na mnie działa... -przesunął nosem po mojej szyi, a mnie serce zamarło w piersi.
Chwilę staliśmy tak, spleceni, ale w końcu zaczęłam się niecierpliwić. I co? To tyle? Powąchał mnie po szyi?
-Pokażę ci coś -odsunął się nagle, po czym obrócił plecami do mnie i przygarbił. -Wejdź mi na plecy.
Niezbyt podniecająca wizja, ale ołkej. Zrobiłam co kazał a wtedy on nagle ruszył do przodu, prując przez las jak błyskawica.
Poległam przy pierwszej gałęzi.

Come on, Come on
Settle down inside my love
Come on, come on
Jump a little higher
Come on, come on
If you feel a little lighter
Come on, come on
We were once
Upon a time in love

-Naprawdę przepraszam cię za tamto..
-Nic się nie stało -machnęłam wymijająco ręką. -Wystarczyło szybkie zaklęcie leczące i już, twarz jak nowa.
-Ja ranię ludzi... -mój luby wyglądał, jaby miał zamiar zaraz ryknąć perłowymi łzami.
-Daj spokuj, Edward -usiłowałam go pocieszyć. -Wcale mnie nie zraniłeś. Skąd mogłeś wiedzieć, że gnanie 150 kilometrów na h, w lesie jest niebezpieczne? Każdemu mogło się zdarzyć. Gdyby nie tamta gałąź, nic by się nie stało. Właśnie, to wszystko przez te gałęzie. Po kiego muchomorka tyle ich w tym lesie?
I dalej w ten deseń. Mój luby już od tygodnia koczował w jakiejś ziemnej lepiance, ogłaszając wszem i wobec, że zamierza tam zdechnąć z głodu, braku słońca i najpewniej głupoty. Cicho, Angie, kochasz go, to wampir, niedługo cię ugryzie i będziecie żyć razem... przez wieczność...
Odgoniłam ponure myśli. Przynajmniej jest... przystojny...
Zerknęłam na wampira z westchnieniem.
-Ed... może -zawahałam się. -Może mógłbyś mnie...
-Cicho! -wyprostował się nagle, jakby coś usłyszał.
Także zaczęłam nasłuchiwać, ale tylko mój brzuch zawiadomił mnie o tym, że kolacja była już jakiś czas temu.
-Idą po mnie -Edward objął mnie nieoczekiwanie za ramiona. -Musisz uciekać, zaraz tu będą.
Puścił mnie i wypełznął ze swojej dziury, stając między drzewami. Natychmiast skoczyłam na równe nogi i wyciągnęłam różdżkę.
-Kto tu będzie? -rozejrzałam się zaniepokojona.
-Wilkołaki.
Zerknęłam na niebo. Pełnia. Pięknie, kurwa, pięknie.
-Musisz uciekać -Ed odwrócił się do mnie z dramatycznym wyrazem twarzy. -Kocham cię!
A potem zbliżył swoją twarz do mojej i soczyście ucałował.
W czoło.
A potem przytulił mnie z taką siłą, że omal nie wyzionęłam ducho. I wuj z tym, że miałam wiać. I że coraz bliżej słychać było, jak się jacyś dranie przedzierają przez krzaki. W końcu sama odepchnęłam lovelasa i mocno zacisnęłam dłoń na różdżce.
-Drętwota! -ryknęłam, gdy tylko spomiędzy krzaczorów wychynął pierwszy wilkołak.
Bydle pisnęło i zwaliło się między listki. Rest In Peace i dalej w ten deseń. Już szykowałam się do kolejnego strzału, gdy na polanę wypadło stadko wilkołaków, stając przed nami w szeregu, warcząc.
-Nie strzelaj! -to mój domniemany chłopak nagle złapał mnie za rękę.
-Co?! -zerknęłam na niego zdumiona. -Przecież oni przyszli tu po ciebie, tak?!
-No... -Edward zmieszał się. -Tak, ale...
-I chcą cię zabić, tak?!
-Niby tak, ale...
-Masz zamiar sobie z nimi pogawędzić czy walczyć?! -teraz to już po prostu wrzeszczałam.
-No... -Ed jeszcze bardziej się zmieszał. -Gawędzić...
Nie, ja wysiadam.
Dłuższą chwilę gapiłam się oniemiała w chłopaka. Kretyn. Nie, no... Zniosłam wąchanie szyi, polowanie na króliczki, a nawet świecącą skórę. Ale tego, kurwa, nie zdzierżę.
-Ty jaj nie masz! -warknęłam i obróciłam się w stronę wilków.
-Szefowa to się tak nie złości... -mruknął jeden, szczerząc kły. -Złość piękności szkodzi. My tu grzecznie, kulturalnie...
-A kysz, futrzańce zasrane! -wyciągnęłam przed siebie różdżkę.
-Ona zaatakowała Jacoba! -ryknął nagle inny, najwyraźniej zauważając że jeden wszaż leży spetryfikowany w krzakach. -Bez powodu!
Wilki zawyły wściekle a potem ruszyły na mnie, szczerząc ociekające śliną zębiska.
-Confundus! -ryknęłam. -Locomotor mortis! Impendimento! Drętwota!
Nagle jedna z bestii zaskoczyła mnie od tyłu. Odbiła się obiema łapami od moich pleców, a ja poleciałam w przód, wypuszczając różdżkę z dłoni. Natychmiast poderwałam się na kolana, ale pólsujący ból w plecach ledwie pozwalał mi myśleć. Wstrętny sierściuch przeorał mi pazurami całe plecy.
Usłyszałam trzask. I to bynajmniej nie gałązki. Uniosłam głowę. Wilkołaki zbliżały się ku mnie powoli. Jeden z nich uniósł łapę, zerkając na moją połamaną różdżkę. Zarechotał złośliwie.
-PETRIFICUS TOTALUS!!!
Wilki zawyły zaskoczone, a koło mnie nagle pojawił się Luca. Gdzieś z boku nadbiegał Alex, miotając zaklęciami niczym błyskawicami. Max deptał mu po piętach, mniej wojowniczy, ale równie zawzięty. Miałam ochotę ich ucałować.
-Angie! -z mojej drugiej strony przykucnął Albion. Różdżka w jego dłoni drżała lekko.
-Wypij to -Luca wepchnął mi w dłoń jakąś fiolkę. -Na zaklęciach się nie znam, ale eliksiry to co innego.
-Luka...
-Pij nie gadaj!
No i wuj, a właśnie chciałam wyznać, że miałam ochotę go ucałować. Szybko wypiłam zawartość fiolki, a wtedy potworny ból pleców zniknął, ustępując tępemu pulsowaniu.
-Al, zabierz ją stąd -Lu wyciągnął swoją różdżkę.
-Co!? Dlaczego ja?! -księciunio aż się zapowietrzył.
-Z tobą będzie bezpieczniejsza! -ponownie musieliśmy zaryć w glebę, bo nad nami przetoczyło się bezwładne cielsko jednej z bestii. -Al, jesteś Gryfonem! RUSZ DUPĘ!!
Albion zacisnął zęby, a potem pociągnął mnie za sobą w ciemny las. Biegliśmy jak szaleni, błądząc w mroku. Moje plecy wołały o litość, ale wciąż słyszałam ścigające nas bestie. Więcej ich matka nie miała?! Kilka razy Al obracał się i strzelał za siebie jakimś zaklęciem, ale powoli traciłam jakąkolwiek orientację.
Oczy same mi się zamykały, plecy przestały nagle boleć. W pewnej chwili dmuchnęło mi ostro w twarz, a ja zdałam sobie sprawę, że lecę na pysk na ziemię.
-ANGIE!!!

Come on, come on
Spin a little tighter
Come on, come on
And the world's a little brighter
Come on, come on
Just get yourself inside her
Love ...I'm in love