niedziela, 19 maja 2013

Z wizytą u wróżki (Again :D)

Wróbel: Witam wszystkich serdecznie! Dzisiaj jesteśmy z wizytą u słynnej wróżki wymiarów; Yuuko! Przywitaj się ładnie :)
Yuuko: Sieeema! (kiedy mi dasz coś słodkiego?)
Wróbel: Po nagraniu. Yuuko jest dzisiaj z nami, by zaspokoić waszą ciekawość o przyszłych losach waszych ulubionych szajbusów! No, dawaj.
Yuuko: Ciemność skrywa ścieżki czasu...
Wróbel: Darujmy sobie środki stylistyczne i inne pierdoły.
Yuuko: Alex zostanie gejowskim władcą świata, Max jego przybocznym (przynajmniej do czasu, gdy nie urodzą mu się źrebaczki), Al będzie łapał zwierzątka, Angie zbierała kwiatki, a Luca sporządzał eliksiry.
Wróbel: Zaraz, zaraz. Wolniej! Alex będzie gejem?!
Yuuko: Już jest. Krypto gejem. A jego rodzice to Fay i Kurogane.
Wróbel: -.-' WTF?
Yuuko: To bardzo krypto-rodzice.
Wróbel: Czyli twierdzisz, że Alex jest gejem?
Yuuko: No a nie? Nie przeleciał Angie.
Wróbel: Max i Albion też nie! o.o
Yuuko: Max to gej, Albion -zoofil. Zapomniałaś wspomnieć o Luce ^.^
Wróbel: Luca też jej nie przeleciał.
Yuuko: Jeszcze.
Wróbel: =.= Nosz kurrrrrrr... Dobra, dalej. Maxowi urodzą się źrebaczki?
Yuuko: Ano. Wynajdzie owsiankę, która zrewolucjonizuje świat. Zjedzenie jej będzie prowadzić do wytworzenia sztucznej macicy.
Wróbel: Co ty ćpiesz?
Yuuko: A tak nawiasem; O tym z kim będzie miał owe źrebaczki dowiecie się niedługo!
Wróbel: Ej! To ja jestem od zapowiedzi!
Yuuko: ubiegłam cię *v*
Wróbel: Dobra, dalej. Al cały czas łapie zwierzaczki. To nic nowego.
Yuuko: No i będzie kontynuował hobby. Zatrudnią go w sklepie zoologicznym na Pokątnej, jako dostawcę (na sprzedawcę się nie nadawał >.<) -na przykład; to on złapie Krzywołapa, przyszłego kota Hermiony Granger.
Wróbel: Nic dziwnego, że taki dziki był...
Yuuko: Właśnie... Biedny kotek...
Wróbel: A Angie? Myślałam że będzie pielęgniareczką?
Yuuko: Zwolnią ją, bo przyjebie pacjentowi nocnikiem.
Wróbel: ...
Yuuko: Tak, pełnym.
Wróbel: I co się z nią stanie?
Yuuko: Lu zatrudni ją u siebie. On zajmie się produkcją eliksirów uzdrawiających. Angie będzie muu dostarczać ziół i innych składników ze swoich słynnych ogrodów.
Wróbel: Nieźle :)
Yuuko: Niestety. Żona w ciąży i z patelnią wywrze na żabojadzie taką traumę, że przeżuci się na trucizny.
Wróbel: Biedaczek >.<
Yuuko: No i to w sumie tyle. Nie będą żyć długo i szczęśliwie, bo Alex wkrótce po objęciu władzy nad światem przeniesie się do innego wymiaru, gdzie będzie walczył z Mrocznym Pomiotem.
Wróbel: Pomyliłaś bajki >.<
Yuuko: Serio? Kopsnij drinka.
Wróbel: I to już wszystko, co miała nam do powiedzenia Wielka Wróżka Yuuko! Czytajcie dalej i komentujcie!
Yuuko: Tak, tak. Teraz dawaj drinka...

11. Wróżka Yuuko (Angie)


Obudziłam się w nocy, zlana potem i przerażona. Serce próbowało wydostać się z mojej piersi, najlepiej przez gardło. Jęknęłam ze zgrozą i zwaliłam się poza kant łóżka, wymiotując z przerażenia.
-Angie? -Blacki pojawiła się nagle obok, kładąc dłoń na moim ramieniu i cierpliwie odgarniając mi mokre włosy z twarzy. -Co się stało?
Inne dziewczyny też powstawały z łóżek, ktoś zapalił światło. Odsunęłam się od jasnowłosej i usiadłam na łóżku. Wciąż nie byłam w stanie uspokoić drżących dłoni, czy serca obijającego się panicznie o żebra.
-Chłoczyść -Blacki szybko pozbyła się moich fekaliów z podłogi. -Może powinnaś iść do pani Pomfrey?
-Nie, nic mi nie jest -w końcu odzyskałam mowę. Sięgnęłam po szklankę z wodą, by pozbyć się okropnego posmaku w ustach. -Miałam tylko... zły sen...
Dziewczyny popatrzyły po sobie, ale żadna nie skomentowała.
-Chcesz pogadać? -Blackie zerknęła na mnie z troską, ale pokręciłam głową.
-Nie, dzięki. Idźcie spać. Nic mi nie jest.
Położyłam się na łóżku i zakryłam kołdrą po czubek głowy. Nie miałam ochoty na rozmowy. Zamknęłam oczy ale wtedy znów ujrzałam urywki snu, majaczące pod powiekami. Alex leżący na plecach z rozrzuconymi ramionami i otwartymi, pustymi oczami. Max zwisający bezwiednie z sufitu, twarzą w dół. Wilkołak chłepczący parującą krew z brzucha Ala. Luca...
Zacisnęłam dłoń na ustach, czując jak łzy ściekają mi po policzkach. Przerażenie znów ścisnęło mnie za serce.
Boże.

Zakryj me oczy..
Zakryj me uszy..
Powiedz mi, że te słowa są kłamstwem.
To nie może być prawda.
Że ciebie tracę.
Słońce nie może spaść z nieba.

-Angie, to jest sok z cytryny, nie z agawy -Alex złapał mnie za rękę nim wlałam zawartość flakonika do kociołka. -Co z tobą?
Luca i Al siedzący przy sąsiednim stoliku także spojrzeli na mnie zmartwieni. Odłożyłam flakonik, przecierając czoło. Oczy piekły mnie ze zmęczenia i od łez.
-Miałam ciężką noc -mruknęłam wymijająco.
-Jesteś chora? -nieśmiało zapytał Albion, udając że skupia się na podkręcaniu płomienia pod swoim kociołkiem.
-Nie, nic mi nie jest. Po prostu się nie wyspałam -skrzywiłam się. Nie chciałam opowiadać im o swoim śnie.
-Blackie mówiła, że wymiotowałaś -Alex nie spuszczał ze mnie chłodnego spojrzenia.
-Nic mi nie jest!
-Może to ciąża? -zachichotał Luca.
Błyskawicznie podniosłam nóż i cisnęłam nim w chłopaka. Luca w ostatniej chwili upadł na ziemię, a ostrze wbiło się w ścianę za nim. Na wysokości serca. Alex szybko złapał mnie za rękę, jakby się bał, że wezmę i jego nóż. W klasie zaległa cisza. Wszystkie głowy wpatrywały się we mnie z przerażeniem i ciekawością zarazem. Ślimak odchrząknął.
-Co tam się dzieje? Panienko...
Nie czekałam na ciąg dalszy. Szybko wyszarpnęłam dłoń z uścisku białaska, złapałam torbę i wybiegłam z klasy. Wybrałam chyba najgorszą ze wszystkich możliwych kryjówek - salon szajbusów. Rzuciłam się na wyrko, trzęsąc jak w febrze.
Co się ze mną dzieje? To był tylko sen! Nic więcej! Przecież to niemożliwe, żeby oni... żeby Luca...

Zatrzymaj każdy zegar.
Gwiazdy są w szoku.
Rzeka będzie wpływać do morza.
Nie pozwolę ci odlecieć.
Nie powiem ci żegnaj.
Nie pozwolę ci uciec daleko ode mnie..

Alex przyszedł w czasie obiadu. Przysiadł się obok, stawiając na szafce butelkę swojej najlepszej mieszaniny; granat, likier porzeczkowy i kwiat elfów. Nie poruszyłam się, udając że śpię. W końcu jednak przyjebał mi w łeb tak, że tym razem w moich oczach pojawiły się łzy bólu.
-On się potknął, rozumiesz? -mruknął ponuro. -Ten popierdolony fajtłapa zahaczył nogą o stołek i się spierdolił. Zabiłabyś go.
Usiadłam, pocierając rosnącego na głowie guza.
-Ślimak niewiele widział. Ale i tak chciał lecieć do dziadzia. Luka go przekonał, że to tylko wypadek. Dostaliśmy tylko minus dwadzieścia.
Siedziałam cicho, czując gulę rosnącą w gardle.
-Co się z tobą dzieje? -Alex zerknął w końcu na mnie, marszcząc brwi.
Wyglądał na zagniewanego, ale gdy objęłam go ramionami za szyję, nie oponował i pozwolił mi się przytulić.

Słyszysz, jak niebo płacze
Łzami Anioła...

Pierwszy wypad do Hogsmeade odbył się dopiero pod koniec listopada, gdy zimny, jesienny deszcz siekł w szkolne okna. Jednak nawet koszmarna pogoda nie była w stanie ostudzić zapału uczniów. W końcu minęły już trzy miesiące, a oni wciąż jeszcze nie odwiedzili Miodowego Królestwa. Na początku roku odwołano wycieczkę z powodu Edwarda ukrywającego się w lesie przy Wrzeszczącej Chacie.
Teraz całe gremium mokrych, ale zadowolonych dzieciaków krążyło po uliczkach wioski, taszcząc ciężkie siaty z zakupami.
Bez problemu wtopiłam się w tłum, nawet jeśli mój nabijany ćwiekami płaszcz nieco wyróżniał się z tłumu uczniowskich peleryn. Samotnie wypiłam szklaneczkę ognistej Pod Świńskim Łbem i zrobiłam zakupy w Miodowym Królestwie. Kilka razy mało nie wpadłam na Alexa i resztę, na szczęście udało mi się ukryć nim mnie zobaczyli. Unikałam ich już tydzień, mimo, że sami wciąż próbowali mnie dorwać.
Mocniej naciągnęłam kaptur na głowę i rozejrzałam się. W sumie mogłabym wrócić już do zamku, ale jakoś samotne siedzenie w damskim dormitorium nie bardzo napawało mnie entuzjazmem. Odrobiłam już wszystkie prace domowe, nawet ogarnęłam notatki z Historii Magii i zaklęć. Nie zostało już chyba nic, czym mogłabym się zająć.
Nagle dostrzegłam przyczepę stojącą na końcu uliczki. Wyglądała niemal nierealnie, taka kolorowa, przyozdobiona światełkami i innymi pierdułkami, przycupnięta między szarymi budynkami Hogsmeade. Nad drzwiami prowadzącymi do wnętrza, wisiał duży szyld z napisem: "Yuuko, wróżka wymiarów".
Że jestem w środku dostrzegłam dopiero, gdy drzwi zatrzasnęły się za mną, a nozdrza wypełnił przyjemny zapach palonego tytoniu.
-Miło, że w końcu wpadłaś.
Na szerokim tapczanie przy ścianie siedziała piękna, czarnowłosa kobieta. Spokojnie paliła fajkę, podpierając głowę na smukłej dłoni. Zmarszczyłam brwi, ściągając kaptur.
-Jasne -zakpiłam, wywracając oczami. Co ja tu, do kurwy, robię?- Pomyliłam wejścia, soraski.
Obróciłam się na pięcie i skierowałam z powrotem ku drzwiom.
-Widziałaś jak ich morduje, prawda?
Znieruchomiałam z dłonią na klamce. Kobieta wydmuchała kłąb dymu i kontynuowała.
-Voldemort rośnie w siłę. A Dumbledore nie jest w stanie chronić wszystkich swoich uczniów. Hogwart niedługo przestanie być bezpiecznym schronieniem.
Obróciłam się ku niej, blada.
-Skąd to wiesz?
Zachichotała cicho.
-Jestem wróżką, dziewczyno. Wiem więcej niż ci się wydaje.
-Więc to była prawda? -usiadłam, czując że kolana drżą mi jak w febrze.
Yuuko zacmokała i pochyliła się ku mnie, smukłymi palcami unosząc moją brodę.
-Chciałabyś pozbyć się strachu przed przyszłością, dziewczyno? -musnęła moje usta kciukiem. -Powiedz, czego się boisz.
-Tego, że Voldemort zabije moich przyjaciół.
Kobieta machnęła niecierpliwie dłonią.
-Tego boi się każdy! A jednak to ty tu trafiłaś -zerknęła na mnie spokojnie. -Jeszcze raz; czego się boisz?
Przełknęłam ślinę, zastanawiając się.
-Że mój sen miałby stać się prawdą -mruknęłam cicho.
Skinęła głową.
-A co ci się śniło?
-Że moi przyjaciele nie żyją - zaczęłam się lekko irytować.
-Wszyscy? -drążyła dalej kobieta. Przełknęłam ślinę.
-Nie -znowu ujrzałam w głowie krwawe sceny z mojego snu. Alex i Al leżący na ziemi, Max w powietrzu, Luca....
Luca z różdżką w dłoni, stojący przy śmierciożercach i celujący we mnie.
-Myślisz, że złoty chłopak mógłby zostać śmierciożercą? -Yuuko uniosła brwi.
-Nie wiem... nie mam pojęcia...
-Na pewno?
-Nie wiem! -skoczyłam na równe nogi, wściekła. -Niby skąd mam wiedzieć?!
-Nie jest czystej krwi.
Gwałtownie uszło ze mnie całe powietrze. Yuuko wstała i sięgnęła po jakąś butelkę. Nalała sobie trunku do kieliszka i usiadła spokojnie, czekając, aż przetrawię tę informację.
-Voldemort nienawidzi tych, którzy mieszają krew czarodziejów z mugolską. Czy uważasz, że przyjął by do swego grona syna mugolki?
-Czyli to wszystko nieprawda? -jęknęłam z ulgą.
-Nie -Yuuko szybko wypiła cały trunek i odetchnęła z zadowoleniem. -To tylko jedna z wersji prawdy.
-Co to znaczy?
-Twój sen był proroczy -przyznała kobieta.
-Czyli on umrą? -znieruchomiałam.
-A czy jesteś pewna, że byli MARTWI? Czy jesteś pewna, że złoty celował różdżką w CIEBIE?
Zastanowiłam się gorączkowo. Alex leżał na ziemi, miał puste oczy, ale... mógł żyć. Mogło go trafić jakieś silne zaklęcie. Max też, ale...
-Albion został ugryziony przez wilkołaka -otarłam czoło nerwowo. -To znaczy, że on..?
-Pewna jesteś, że został UGRYZIONY?
Zacisnęłam oczy. Sen zniekształcił się i uciekł w zapomnienie, tak, że musiałam się mocno wysilić, by przypomnieć sobie szczegóły.
-Nie jestem pewna, ale...
-No i o to chodzi -Yuuko nagle znalazła się tuż obok mnie. Wsunęła dłoń w moje ciemne włosy i przeczesała je lekko. -Nie masz pewności. Czyli, że to nie musi być prawda CAŁKOWITA. Może być jedynie urywkiem.
-Nie rozumiem -przyznałam, krzywiąc się.
-Możliwe, że rzeczywiście widziałaś jak twoi przyjaciele giną. Możliwe, że niedługo Voldemort uzna, że również półkrwi czarodzieje mogą stać się śmierciożercami. Możliwe jednak, że to co ujrzałaś było tylko fragmentem bitwy. Wygranej.
Spojrzałam na nią zdumiona.
-Wiesz co się naprawdę stanie?
-Podobnie jak ty, znam jedynie pojedyncze ścieżki losu -Yuuko przesunęła palcem po moim policzku. -W jednej z nich złoty chłopak pomaga ci zdobyć pracę w Mungu. W innej biały pokonuje Voldemorta i sam staje się siejącym zniszczenie czarnoksiężnikiem. Ścieżek losu jest tak samo wiele jak zdarzeń, które je wytyczają. Nawet to, że jesteś tutaj, mogło zmienić przyszłość.
Odsunęła się wstając.
-Ale... -zaczęłam, ale kobieta uniosła smukłą dłoń.
-Powinnaś już iść -powiedziała łagodnie.-Przyjmuję twoją zapłatę.
Zamrugałam, zaskoczona.
-Ale ja jeszcze nie zapłaciłam..
-Ty nie -zgodziła się, obracając plecami do mnie. -Powiedzmy, że ktoś był już u mnie wcześniej i zażyczył sobie, żebyś pozbyła się strachu.
Zacisnęłam zęby, wstając. Dotarło do mnie, że od tygodnia wciąż jestem nie w tym miejscu w którym powinnam.
-Dziękuję -skinęłam głową. -Czy ja również mogę mieć życzenie.
Wróżka zerknęła na mnie z uśmiechem.



Więc trzymaj się.
Bądź silna.
Każdego dnia nadzieja będzie wzrastała...



Deszcz moczył moje włosy, gdy stałam pod strugami deszczu. Sama nawet nie wiem, czy się poryczałam. Stałam tak dłuższą chwilę, gdy ktoś nagle ktoś narzucił na mnie swój płaszcz. Obróciłam się, odgarniając poły materiału i ocierając twarz.
Stali tam razem; Al, Luca, Max i Alex.
-Głupia cipo, chcesz się pochorować? -zganił mnie białasek, mocniej opatulając mnie swoją peleryną. -Tego nam jeszcze brakowało, do kurwy nędzy.
-Dobrze się czujesz, An? -Max zerknął na mnie zaniepokojony. Wyciągnął ku mnie torbę pełną słodyczy. -Robimy imprezę w gabinecie. Nawet Albion przychodzi..
-Gówno! -ryknął Alex, aż wspomniany schował się za plecami żabojada. -Ten kretyn chciał się zaopiekować nogą jakiegoś Ghula!
-Myślałem, że to pies!
-To przez te włosy -zachichotał Luca. -Alexiu, mon ami, nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi.
-Japa zero, żabojadzie!
Zadrżała mi dolna warga.
-Kocham was, chłopaki.
Zdębieli, wgapiając się we mnie ze zdumieniem.
-Um... Chyba ma gorączkę -mruknął Albion zza pleców Lu.
-Ta, trzeba ją zabrać do Hitlerjungend -zgodził się Alex i złapał mnie za rękę.
Luca się wyszczerzył.
-Mów dalej, cherie. Ja z chęcią posłucham, jakim to gorącym i namiętnym uczuciem do mnie pałasz..
-Uważaj, ona ma nóż! -zawołał w tej chwili Max, a Luca zbladł i obrócił się za Ala.
-Nie bij!
Maxiu ryknął śmiechem a ja westchnęła. Tacy kretyni mieliby się mierzyć z Voldemortem? Bez jaj..
-Wracajmy do zamku.

Jestem tutaj.
Nie bój się.

Aut. Wszystkie fragmenty pochodzą z tej piosenki:
Posłuchajcie jej sobie i pomyślcie o Szajbusach...
Z pozdrowieniami dla Yuuko, która wpadła na ten wspaniały pomysł wtargania wróżki do Hogwartu.
P.S. Wyobrażacie sobie Angie, jako uroczą, młodą uzdrowicielkę, pomocnicę ojca Luki?
Angie: Lu, mam świetne wieści! ^.^
Luca: Jakie? *_*
Angie: Wychodzę za mąż! Mów mi "mamo" :3
Luca: T^T
Wciąż mi go żal xD

niedziela, 12 maja 2013

10. Zakochany Albion... (Al)



Al w raju xD

Zginę. Na pewno zginę. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Całe moje życie już przebiega mi przed oczami. Musze powiedzieć szczerze-niczego nie żałuje! Niczego! Ani tego że zrobiłem co zrobiłem, ani tego że siedzę teraz pod stołem w sali głównej bazgrząc te słowa w różowym zeszycie który zarąbałem Max’owi z torby. (nawiasem mówiąc kartki są spryskane jakimś pachnącym czymś bo co chwilę kicham jak porąbany, nie chce wiedzieć do czego był mu potrzebny). Poza tym prawdę mówiąc nie zrobiłem nic złego! Nic! Nie zasługuje na takie traktowanie. Kto to widział ścigać po całym zamku wielkiego Albiona Kingsley’a za taką błahostkę? Jego wina że się napatoczył. Ale na razie mniejsza z tym. Jak się pewnie domyślasz osobo która to coś znalazłaś jest to mój testament. Spiszę tutaj mą ostatnią wolę nim zostanę rozszarpany przez uszatą bestię która ostrzy sobie na mnie swoje pazury. Ale zanim rozdzielę swój majątek pozwól że opowiem mi co było przyczyną mojego upadku.
Życie składa się ze wzlotów i upadków. Tak przynajmniej mawiał mój dziadunio. Mówiąc szczerze powtarzał to przy każdej możliwej okazji doprowadzając członków mojej rodziny do szału. Przewróciłeś solniczkę? Nie przejmuj się, bo życie to wzloty i upadki. Utknąłeś w toalecie bo zabrakło ci papieru toaletowego? Życie to wzloty i upadki więc przywyknij. Rzuciła cię dziewczyna? Nie martw się raz przeżywasz wzlot a raz upadek. Rzygać się chciało. Dziś jednak przeżyłem wzlot i okropnie bolesny wypadek. Mój wzlot miał 28 centymetrów, cudowne białe futerko i mordkę w której nie szło się nie zakochać.
Zawsze po ostatnich zajęciami zbieramy się całą nasza paczką (którą reszta społeczeństwa nie wiem czemu nazywa szajbusami) w pokoju który w całej swojej genialności zostawił nam dyrektor by rozwiązywać sprawy innych ludzi, którzy sami ze swym życiem poradzić sobie nie mogą. Tak więc i ja ruszyłem zaraz w tamtą stronę zbierając pod drodze Luke który marudząc coś pod nosem wyszedł z jednej z pustych klas gdzie co tydzień miał korki z zaklęć z Alex’em. W sumie nie dziwię się że psorka go na nie siłą wysłała. Po tym jak ostatnio zamiast zamienić swój ołówek w puchar wystrzelił go w powietrze tak, że trafił biedną Mc.Gonagall w czoło, była na niego strasznie cięta. Oczywiście Luca nie przejął się tym i gdyby nie fakt że kobiecina co tydzień go na te korki osobiście prowadziła to już dawno olał by jej słowa. Mówiąc szczerze większego lenia i antytalentu do zaklęć w swoim życiu nie widziałem. I chyba nie będę miał okazji zobaczyć. Francuz memlał coś pod nosem jaki to nasz Alex jest surowy i że ma dość słuchania co chwilę że jak się nie skupi to mu z dupy zrobi bitwę pod grunwaldem. Słuchałem go jednym uchem nie skupiając się zbytnio na jego słowach, bo co tydzień w sumie mówił to samo. Niczym zdarta płyta. Wydawać by się mogło że nie wydarzy się nic niezwykłego. Że dzień minie spokojnie, że któreś z nas rozwiąże problem kolejnego ucznia, że pójdziemy spać albo ze zmęczenia albo za sprawą wódki którą białowłosy pędził pod łóżkiem z umiłowaniem którego nie okazywał niczemu i nikomu. Tymczasem gdy szedłem korytarzem nagle to zobaczyłem. I wtedy do mnie dotarło że się zakochałem.
Rozejrzałem się w koło czy aby nikt nie zobaczył tego co ja, nie lubię mieć konkurencji. Nawet Luca który przed chwilą szedł obok mnie zatrzymał się by zagadać do jakieś dziewczyny której dekolt kończył się na pępku. Szybko odwróciłem wzrok. Ekhm. Ko-kobieta jak kobieta noo. Nic niezwykłego. Nie żebym za-zazdrościł. Jakbym chciał to też bym do takiej zagadał. Ale wracając do tematu. Naprzeciwko mnie na tylnich łapkach stało najwspanialsze stworzenie jakie kiedykolwiek widziałem.
Wy też widzicie ten wkurw?

Jego małe błyszczące oczka wpatrywały się we mnie jakby chciały mi coś przekazać. Lśniące białe futerko, długi ogon, poruszające się miarowo wąsiki. Najpiękniejsza łasica jaką kiedykolwiek widziałem. Miałem ochotę zapiszczeć z radości i uściskać zwierzaka, ale nie chciałem wzbudzać niepotrzebnego zamieszania. A co jakby się okazało że łasica ma właściciela który siłą próbowałby mi ją odebrać? Walczyłbym to oczywiste, ale po ostatnich groźbach ze strony dyrektora że jak jeszcze raz znajdzie u nas w pokoju wspólnym gumochłona, albo inne zwierzę które znajduje się tam nielegalnie to każe mi spać na korytarzu wolałem unikać takich sytuacji. Bo kto by to widział by czarodziej z dziada pradziada spał na korytarzu niczym… ostatni menel. Bywały oczywiście sytuacje kiedy na owym korytarzu spałem. Powiem krótko- Angie bywa okrutna. O-oczywiście nie boję się jej! Kto by się bał Angie. Um.. kontynuując, już miałem podejść i zgarnąć łasice do torby, gdy wydarzyło się coś niezwykłego. Zwierzątko same do mnie podeszło i pociągnęło mnie za nogawkę spodni jakby chciało powiedzieć „zaopiekuj się mną Albion, bądźmy razem szczęśliwi na wieki”. Otworzyłem szerzej oczy i bąknąłem ciche „tak”, po czym uważając czy nikt nie patrzy złapałem łasice za grzbiet i wepchnąłem do torby. Nigdy wcześniej tak szybko nie dotarłem do pokoju wspólnego. Po raz pierwszy zrozumiałem co to znaczy gnać niczym na skrzydłach miłości. Nie mogłem się doczekać chwili gdy w końcu wyjmę zwierza z torby i zaopiekuję się nim jak należy. Będzie mu ze mną dobrze, mam wspaniałą rękę do zwierząt. Zawsze były ze mną szczęśliwe, szkoda tylko że dziwnym trafem zawsze gdy wracałem z zajęć to już ich tam nie było. Pewnie Alex je wypuszczał. Zawsze mówi że niby uciekły bo je torturuje i że jak tak dalej pójdzie to zgłosi mnie do Greenpeace za znęcanie się, ale jestem pewny że przemawiała przez niego zazdrość. Nie ma możliwości by jakiekolwiek zwierze ode mnie uciekło! Gdy tylko wszedłem do dormitorium od razu zanurkowałem pod łóżko gdzie w tajemnicy przed wszystkimi umieściłem kartonowe pudełko po butach które podwędziłem Angie. Było dość spore bo rok temu czarnowłosa uparła się na kupno dwudziesto centymetrowych czarnych platform. Wyglądała jak na szczudłach. Po tym jak o mało co nie połamała sobie nóg wchodząc po schodach buty zrzuciła z najwyższej wierzy o mało co nie zabijając Glizdogona. Nie wiem jak reszcie ale mi się wydawało ze ona wiedziała że akurat w tym dniu w tym czasie on będzie tam stał, ale takich rzeczy lepiej nie mówić głośno. Nie żebym się bał A-Angie! Umieściłem więc w kartonie białowłose cudo uśmiechając się do niego szeroko by nabył do mnie zaufania. Chyba mi się udało bo futerko zjeżyło mu się a on sam wydał z siebie przeciągłe warknięcie. Wtedy byłem pewien-kocha mnie!
-Najpierw tatuś da ci papu a później pójdziemy się wykąpać!-
Złapałem za strojące obok pudełko płatków i nasypałem troche do stojącej obok miseczki. Płatki były chyba brokułowe. Nie wiem, Max mówił że są zjadliwe a brokuł ma mnóstwo witamin. A to ważne by zwierzątka dostawały mnóstwo witamin. Raz tylko przesadziłem. Od tamtego czasu wiem że złote rybki nie gustują w płatkach o smaku tuńczyka. Jak spłukiwałem ją w toalecie płacząc jak szalony Luca pocieszył mnie mówiąc że pewnie dotrze do morza. Mówił że oglądał kiedyś w mugolskiej telewizji taki dokument, gdzie jest Neko? Nelo? Niko? Coś w tym stylu i że tam spłukali rybkę i że dopłynęła ona do morza wiec przestałem się martwić. Szkoda tylko było że już się nie zobaczymy. Widząc ze łasica nie zamierza jeść tylko bawić bo wdrapywała się na ścianki kartonu z prędkością której pozazdrościł by jej chyba każdy zaśmiałem się cicho. Wyglądało jakby chciała uciec, i to w panice, ale ja wiedziałem że chce się bawić.
- nie jesteś głodny? to czas na kąpiel!-
Skoro nie zamierzała jeść złapałem ją pod pachę, wziąłem ręcznik i ruszyłem do łazienki. Łasica na prawdę mnie pokochała bo okazywała mi to w cudowny sposób. Gryzła mnie miarowo po rękach, kilka razy nawet do krwi. Pogłaskałem ją po łebku, nie pamiętam kiedy ostatnio byłem taki szczęśliwy. Nalałem do wanny wody pamiętając by nie dodawać płynu do kąpieli, okazało się że złote rybki oprócz płatków o smaku tuńczyka nie gustują tez w płynach do kąpieli. Biedny Pan Płetwa. Mu także zwróciłem wolność pozwalając dopłynąć do morza. Postawiłem mojego nowego pieszczoszka na szafce wcześniej przywiązując mu do nóżki kawałek sznurka który przymocowałem do gałki. To tak w ramach bezpieczeństwa by coś mu się nie stało. Łasica próbowała odgryźć sznurek, ale wzmocniłem go zaklęciem. Wolałem nie ryzykować. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Rozebrałem się do naga, po czym złapałem za Huana, bo tak go nazwałem i weszłam razem z nim do wanny. Huan chcąc okazać mi wdzięczność chciał pogładzić mnie po policzku, ale chyba nie zdawał sobie sprawy z własnej siły bo po chwili zobaczyłem w lustrze że mam na nim trzy wielkie sznyty ciągnące się od kącika oka aż po dolną wargę.
-Ja też Cię kocham..-
Ucałowałem go w czubek głowy śmiejąc się cicho. Kąpiel była wspaniała. Wyszorowałem futerko Huana, bawiliśmy się razem. Jego ulubioną zabawą było gryzienie mnie po rękach. Nie pamiętam kiedy zwierzątko aż tak mnie pokochało. Nagle usłyszałem walenie w drzwi od łazienki.
-Albion! Albion cholera… jesteś tam?!-
Słysząc głos Angie chrząknąłem cicho czując jak robi mi się nieco słabo. Chciałem odpowiedzieć coś błyskotliwego, ale jedyne co wydobyło się z moich ust to nieco bezkształtne:
-Noo…-
-Jest z tobą Alex?-
Co do cholery Alex miał by robić ze mną w łazience? Zmarszczyłem się na samą myśl o takiej sytuacji po czym spojrzałem na drzwi za którymi stała wampirzyca.
-Nie..coś się..-
-Jak skończysz moczyć dupę to rusz się i pomóż nam go znaleźć! Nigdzie go nie ma..kurwa mać gdzie polazł ten pojeb!?-
Głos Angie cichł z każdym słowem, słysząc więc ze się oddala złapałem mocniej ruchliwą łasice i wyszedłem z wody. No cóż, jak trzeba to trzeba. Nie żebym miał ochotę biegać teraz po zamku w poszukiwaniu zaginionego Alex’a ale bycie szajbusem do czegoś zobowiązuje. Wytarłem futerko piszczącej z radości łasicy, po czym ubrałem się i wyszedłem z dormitorium. Na korytarzu stali już wszyscy czyli Max, Luca, Angie, nawet Oliwia zaangażowała się w poszukiwania. Spojrzałem na nich po czym wyciągnąłem przed siebie łasice szczerząc się.
-Patrzcie to jest Huan!!!-
Luca westchnął cicho mówiąc coś w stylu „znowu się zaczyna”, Max zapiszczał ale Huan chyba go nie polubił bo gdy ten chciał go pogłaskać łasica ugryzła go w palec. Wydaje mi się za to ze polubił Angie, bo wpatrywał się uparcie jak wtedy we mnie na korytarzu.
-Musimy znaleźć tego pojeba..miał dzisiaj odpowiadać z zielarstwa i jak do osiemnastej nie zgłosi się u psora to zawali półrocze.!-
Warknęła wampirzyca po czym ruszyła korytarzem sprawdzając każdą klasę po kolei. Chcąc nie chcą mocniej złapałem łasice która chyba nie miała ochoty szukać białowłosego i poszedłem za nią. Reszta darła się na cały zamek skandując imię albinosa, ale ja wolałem skupić się na moim pieszczoszku. Kilka razy dostałem nawet opieprz że powinienem skupić się na szukaniu a nie na durnym sierści uchu. Za każdym razem na te słowa Huan jeżył się i prychał. Chyba jednak Huan nie lubi Angie. Mówiąc w skrócie nałaziłem się jak głupi, ale Alex’a i tak nie znaleźliśmy. Max’owi udało się namówić Luce by sprawdził w pokoju Pomfrey, ale tam też go nie było. Zapadł się pod ziemię. Gdy po dwóch najdłuższych godzinach w moim życiu siedzieliśmy już w pokoju klubowym każdy był wykończony. Sam nie zauważyłem kiedy łasica wyrwała mi się z dłoni i nim zdążyłem ją złapać pobiegła do Angie i usiadła na jej kolanach gryząc ją po rękach.
-Huan!!-
Krzyknąłem chcąc odzyskać największe szczęście mojego życia, gdy czarnowłosa spojrzała na mnie… tak dziwnie. Spaliłem buraka, sam nie wiem czemu, czując jak nogi zrobiły mi się jak z waty a język stanął mi kołkiem. Nie żebym się jej b-bał albo coś.
-Al..skąd masz tę łasicę?-
Zmarszczyłem się bo, nie powiem, zaskoczyło mnie te pytanie. Wydałem z siebie chrząknięcie, bo najpierw to przeszło mi przez usta, po czym wbiłem wzrok w Luce który totalnie zdezorientowany patrzał raz na dziewczynę a raz na mnie.
-Znalazłem..na k..korytarzu..-
Coraz mniej z tego rozumiałem. Wyciągnąłem do niej rękę by oddała mi Huana, ale ta uniosła go nieco przyglądając mu się dziwnie.
-Luca..proszę powiedz mi kurwa że dzisiaj nie miałeś korków z Alex’em..-
Żabojad wzruszył ramionami układając się wygodniej na poduszkach, po czym ziewnął rozdzierająco.
-Miałem a coooo?-
W jednej chwili wydarzyło się dużo rzeczy. Max zaczał się śmiać jak opętany turlając się po podłodze, Oliwka wpatrywała się w łasice jak ja w czekoladę, Angie biła Luce po głowie poduszką klnąc na czym świat stoi, a ja wpatrywałem się w nich wszystkim nie rozumiejąc o co chodzi.
-Luca pojebie! Znów pomyliłeś inkantacje!!!
***
Słyszę w oddali jakieś krzyki muszę więc się śpieszyć, dlatego napiszę w skrócie. Mam nadzieję że mi wybaczysz drogi czytelniku. Mc Gonagall szybko udało się odczarować Alex’a. Nie zabrało jej to dużo czasu, ale przez to ze tak długo trwał w zwierzęcej formie przez kilka dni jako efekt uboczny na głowie ma mieć jeszcze łasicowe uszy. Luca leży u Pomfrey z kilkoma siniakami i złamaniem kości ogonowej. A ja? Alex powiedział że tej kąpieli nie wybaczy mi do końca życia i że już zawsze mam spierdalać na jego widok. Dlatego zaszyłem się tutaj. Dobrze że udało mu się chociaż zdobyć ten zeszyt gdzie mogę spisać ostatnią wolę. Słyszę ze się zbliża dlatego powiem krótko: wszystko co mam przepisuje na mojego kota Zefira, świnkę morską Szczęściarza, złotą rybkę Pana Płetwę 2, psa Kulawca i papugę Łyska. Mam nadzieję że czytając to wspomnisz o….

aut. Psycholka znów dała radę! Brawa dla niej!!

sobota, 11 maja 2013

Od zawsze wiadomo, że cierpię na nadmiar weny twórczej, którą muszę pożytkować w sposób konstruktywny, czyli jak najmniej związany z sesją, kolokwium czy studiami samymi w sobie. Tym razem zaspokoiłam swoją manią tworzenia, przez pół dnia kalecząc sobie dłonie igłą -a oto efekt pracy! Pluszowy Alexiu!

Jak wam się podoba? Chcielibyście takiego?
(jutro szyję Angie!)
~wasz Alex :)

9. W jak wazon! (Luka)


Aut. Ha! Kosztowało mnie to piwo, ale macie swoją Psycholkę! W końcu wklejam na blog coś nie mojego. Wielkie brawa dla żabojada, za odwagę (buhahahahahaha!)



-Mówię ci, że...hik!... jest wampirem! -Alex osuszył resztki butelki, przechylając się ostro do tyłu.
-Nie pieprz, schlałeś się to ci się miesza.
-Jest i koniec kropka…
Spojrzałem na Alexa marszcząc nieco jedną z brwi. Odstawiłem z hukiem na stolik butelkę z resztką samopędzonej gorzałki Alexa i wstałem ostentacyjnie nieco się zataczając. Policzki mi płonęły a w głowie huczał helikopter, ale nie ważne, nieeeee. Ważne że miałem cholerną rację.
-Nie jest i ci to kurwa udowodnię! - warknąłem robiąc krok nad stojącym obok pufem by wyjść z gabinetu, w miarę spójnym stanie.
 Zapamiętać..nigdy nie pić z Polakami. Oni chyba wódę chleją z mlekiem matki. Nigdy więcej! Nigdy!!! No chyba że stawiają, to inna sytuacja. Darowanemu koniowi i tak dalej i tak dalej.
-Niby jak żabojadzie? - Alex zaśmiał się pogardliwie a ja miałem ochotę złapać go za te białe kłaki i….ugh! Uparte to to!
-Zrobię jej zdjęcie! Wampirów przecież nie widać na zdjęciach!
Uśmiechnąłem się tryumfalnie łapiąc za antyczny wręcz aparat Alex’a i wytoczyłem się na korytarz. Udowodnię cholernemu albinosowi że się myli. Wystarczy że znajdę Angie i walnę jej te cholerne foto. Spoko Luka, dasz radę, co to dla ciebie zrobić zdjęcie jakieś dziewczynie. Starałem się zignorować fakt że owa dziewczyna to Angie i jak tylko zwęszy co i jak to mogę się pożegnać z kilkoma częściami ciała. A byłem do nich bardzo przywiązany. Nawet bardziej niż bardzo.
-Spoko Lu…Kicia nie jest krwiopijcą, pstrykniesz jej focie, zgarniesz flaszkę i zapomnisz o całej sprawie..
Sprawa niby prosta, ale jak się nad tym zastanowić to jak to zrobić, ale tak by się nie narobić, ale to zrobić. Westchnąłem cicho przeczesując kłaki dłonią. Merde! Kłopotliwe to wszystko. A mógłbym teraz leżeć, albo czarować jakąś uroczą mademoiselle. Aparat działał, sprawdziłem robiąc zdjęcie jakiemuś bohomazowi na ścianie. Teraz tylko znaleźć cherie. Rozejrzałem się w koło, nie licząc zbytnio na cud. Ta to się zakamuflować potrafi! Ha! Luca geniuszu czemu na to wcześniej nie wpadłeś! Wyciągnąłem różdżkę i machając nią krótko wyrzuciłem z siebie dokładne jak na moje oko:
-Accio Angie!-
Przyleci do mnie! No przecież to proste od początku było, po co jej szukać jak sama może się znaleźć. Już miałem wydać z siebie tryumfalny okrzyk radości gdy cały świat zawirował a mnie otoczyła ciemność czarniejsza od tylniej części pewnego ciemnoskórego mężczyzny. Merde!
***
-Luka..możesz mi powiedzieć co ty odwalasz? To jakaś nowa gra? Mogę zagrać z tobą?
Max uśmiechnął się do mnie szeroko pochylając się nad potłuczonym mua, które zbierało z dywanu resztki swojej godności i szkaradnego wazonu który wyrzucony w powietrze jebnął mnie prosto w czerep pozbawiając przytomności. Przecież wyraźnie mówiłem Angie! Angie! Cholera jasna! Syknąłem cicho dotykając czoła na którym miałem już pokaźnego guza. Moja twarz! I jak ja teraz się pokażę w towarzystwie! Zarzucę na głowę pokutny worek i pójdę do zakonu! A wszystko przez wazon. Max nie słysząc odpowiedzi skakał dookoła mnie.
-Tak..bawię się w jebnij z wazonu francuzowi. Idź poszukaj jakiegoś bo jak widzisz ten marnie skończył-
Wymruczałem starając się mówić jak najspokojniej. Bolała mnie głowa, o godności osobistej nie wspominając. Do tego ciągle świat mi wirował przez polskiego mózgotrzepa w płynie. Krukon klasnął zadowolony w dłonie po czym pobiegł korytarzem. Ok Lu, czas się ewakuować, młody poszedł po nowy wazon!!! Wstałem z powrotem wyrzucając na podłogę skorupy, już miałem wejść w tryb spierdalingu gdy coś prychnęło na mnie z końca korytarza. Zakląłem pod nosem powoli wycofując się w głąb. Pani Norris. A skoro pojawił się tutaj ten wyliniały futrzak to gdzieś w pobliżu był Filch. Normalnie wzruszył bym ramionami i dał sobie wlepić kolejny szlaban którego i tak za cholerę bym nie odrobił, ale tu w grę wchodziła duma! I utarcie dupy Alex’owi. Wtedy nastało objawienie. Miało ono nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu i miało twarz kota srającego na środku pustyni.
-Albion wybieram cię!- krzyknąłem w jego stronę widząc że przechodzi korytarzem. W tej samej chwili złapałem go za rękaw i przyciągnąłem do siebie.
-Al..Al..patrz! Kotek! - wyrzuciłem z siebie modląc się w duchu by połknął przynętę.
Cholera Lu, po kija tu sterczysz! Spierdalaj! Rzuciłem się biegiem jak najdalej od sierściucha. W oddali słyszałem tylko rozpaczliwe miauczenie pani Norris i piski anglika który najpewniej wciągał kolejną swoją ofiarę do pokoju wspólnego gryfonów gdzie będzie bombardował go miłością i karmił wynalazkami Max’a. Prawie było mi żal tego zwierzaka. Prawie. Najważniejsze że udało mi się uciec. Kij z tym że wypluwałem płuca, a cały lepiłem się od potu a w głowie mi się kołowało jak na cholernej karuzeli. Rozejrzałem się a widząc przez okno że na błoniach krąży czarne coś uśmiechnąłem się zwycięsko.
-Mam cię cherie…-
Dotarcie tam nie zabrało mi długo, ale moja kondycja fizyczna dawała mi znaki że czas się wziąć za dupę i zacząć ćwiczyć bo inaczej to kaplica brachu. Marsz, marsz Luka, dawaj, dawaj już jesteś blisko. Podszedłem do czarnego cosia i złapałem za ramię.
-Aaaaaaangie… wszędzie cię szukałem cherie..-
Wyjęczałem mając ochotę rzucić się na trawę i wyzionąć ducha. Spojrzałem na nią błagalnie unosząc aparat. O Kuuurwaaaa. Skrzywiłem się od razu cofając się pięć metrów do tyłu.
-Czego!?- Snape świdrował mnie spojrzeniem jakbym był czymś małym i oślizgłym, czyli na przykład nim. Nie no, nic do niego nie mam osobiście, ale przeraża mnie jego mroczna mroczność.
-Nie nic..bywaj zdrów przyjacielu..niech moc będzie z tobą i tak dalej..-
Uśmiechnąłem się rozbrajająco, postawiłem sobie kołnierz w stylu „na jebakę”, zrobiłem efektowy zwrot i ruszyłem w stronę zamku. Show must go on! Angie, gdzie ty się szlajasz cholero! Westchnąłem cicho badając guza wielkości góry Fuji który wykwitł na moim czole. Zostałem oszpecony! W naszym klubiku od dziadziusia znajdę pewnie trochę lodu. Ważne że aparat cały bo biały zrobiłby ze mnie żabie udka. Nie żebym się go bał, ale cenie swoje uda, i inne części mojego boskiego ciała. Po kilku minutach pchnąłem drewniane drzwi do casa di szajbusi i ruszyłem w stronę barku.
-A tobie co?
Nie no to jakieś żarty tak? Odwróciłem się szybko a widząc czarną siedzącą na łóżku z prorokiem codziennym w łapie opadłem na kolana wydając z siebie ostatnie tchnienie. Koniec, mam dość, nabiegałem się jak debil. Mój wrodzony leń dał mi znać że to koniec inwencji twórczych na dzisiaj i że po prostu mu się więcej nie chce. Drżącą dłonią uniosłem aparat i pstryknąłem jej zdjęcie. Spojrzała na mnie jak na plankton po czym przerzuciła kolejną stronę wcześniej śliniąc opuszkę wskazującego palca.
-Umieram cherie… potrzebuje metody usta-usta…-
Wyjęczałem metodą czołgająco- pełznącą kierując się w stronę jednej z poduszek. Opadłem na nią oddychając głęboko. Zaraz też dostałem w łeb prorokiem, a czując na twarzy obcas jej butów zamknąłem oczy.
-Walisz gorzelnią idoto!- warknęła dociskając buta do mojej twarzy.
Zginąłem chociaż mając przy sobie coś płci przeciwnej. Niech się dzieje wola nieba! Już widziałem otwierającą się bramę do raju, już te wszystkie laski wyciągały do mnie ramiona a biuściasta blondi podawała mi drinka. Słysząc zaraz dźwięk otwieranych drzwi spojrzałem w tamtą stronę uchylając jedną z powiek. Eden może chwilę poczekać. Do pomieszczenia weszło metr pięćdziesiąt czystego wkurwu w niekontrolowanej postaci.
-Wygrałem..-Wydusiłem z siebie, a raczej wybełkotałem bo cholerna polska zaraza wciąż krążyła w moich żyłach.
Wyciągnąłem rękę z aparatem podając mu go. Nie muszę wspominać że cały czas miałem na twarzy but Angie, na czole guza wielkości wieży Eiffla i cały byłem w skorupach od cholernego wazonu. Niech się przekona że przegrał to najważniejsze. Widząc że ogląda zdjęcie uśmiechnąłem się zwycięsko.
-Wygrałeś..no i? Przecież o nic się nie zakładaliśmy żabojadzie..-prychnął tylko i rzucił aparat na jedną z puf.
A ja…ja…no cholera jasna. To nie tak że nie wierzyłem Angie czy coś. Byłem nawet w stanie przyznać jej rację, bo co się będę wtrącał do fantasmagorii gryfonki. Skoro mówiła że jest wampirem to dla mnie mogła być i zajączkiem wielkanocnym. Przyznam szczerze że z uszami i ogonkiem wyglądała by…wróć. Nie czas teraz na to. Cholera, jak ja się dałem na to namówić. Ta gorzała Alexa totalnie zlasowała mi twardziela. Patrzałem na niego wzrokiem idioty starając się coś wyartykułować, ale jedyne co przychodziło mi na myśl to słowa „jestem debilem”. Nabiegałem się..po nic. Słysząc ponowny odgłos otwieranych drzwi nie byłem nawet w stanie spojrzeć w tamtą stronę.
-Luca! Przyniosłem wazon!
J’en ai ras-le-cul !!!*
* J’en ai ras-le-cul - mam tego, kurwa, dość (w wolnym tłumaczeniu)


Angie; Łapa, dziwko >.<
Luca; T^T
Wiecie, czasem mi go nawet żal xD

No i proszę! Fajny ten Lu, nie? Koniecznie napiszcie komentarz, że chcecie go więcej, żeby Psycholka częściej wysyłała mi teksty! :)

środa, 8 maja 2013

8. Olivka, czyli troszku o miłości...(Alex)


-OŻESZKURWAJAPIERDOLĘ!
To była dobra reakcja, na widok tego, co czekało nas w naszym nowym "gabinecie". Wleźliśmy do środka, zaraz za dziadziem, otwierając gęby ze zdumienia. Dyrektor udał, że dostał nagłego ataku głuchoty i całkowicie zignorował okrzyk Luki, nadal uśmiechając się dobrotliwie.
Pokój może i nie był zbyt duży ale zdecydowanie "wow". Ściany były kremowe, oświetlone magicznymi kandelabrami i  gdzieniegdzie pokryte pięknymi gobelinami. Podłoga była ledwo widoczna spomiędzy mnóstwa puf, poduch czy foteli. Na środku sali stał jeden masywny stolik, a na nim góra papirusów i zapas piór. Moją uwagę natychmiast przyciągnęło jednak wyrko, stojące w rogu. Ogromne, zasłane poduchami i obudowane w ciemne drewno. Luka i Max rzucili się na nie z niemal szlochem.
-Ale zajebiście!!!!
Kolejny napad głuchoty dla staruszka.
-Tutaj będziecie przyjmować interesantów -dziadzio zatoczył ręką wokół. - A to -wskazał na klepsydrę stojącą przy drzwiach. -Pokaże wam, jak wielu osobą pomogliście. Kiedy wszystkie rubiny zajdą się w dolnej komorze, znaczyć będzie że wasza kara się skończyła.
-Ja stąd nie wyjdę!! -Max zakopał się w poduchach na wyrku, tak że widać już było tylko jego antenkę.
-Ach, tutaj macie barek -dyrcio zachichotał, podchodząc do jakiejś małej szafki.
-Barek?
-Tak. W razie gdyby ktoś chciał się napić czegoś ciepłego -Dumbledore stuknął różdżką w "barek" -Herbata.
Otworzył drzwiczki, a w środku już stał parujący kubek, cukiernica i spodeczek z pokrojoną cytryną. Uniosłem brwi, najpewniej zastanawiając się nad tym samym, co inni. Czyli coś w stylu "Ognisty łiskacz Rosmerty?"
-Myślę, że świetnie sobie poradzicie -dziadzio uśmiechnął się do nas uroczo, chwycił swoją herbatkę i ruszył do drzwi. -Przypominam jednak, że nie powinniście przekładać pomocy innym nad zajęcia.
Mrugnął porozumiewawczo i nagle złapał jakąś laskę, która właśnie przechodziła obok, i wciągnął do klasy. -O proszę! Myślę, że macie pierwszą chętną! Powodzenia.
Po czym spieprzył, pozostawiając nas z przerażoną młodą, która chyba niezbyt wiedziała o co cho.

Siedzieliśmy na pufach, milcząc. Luka przyniósł nam po butelce kremowego piwa, więc teraz popijaliśmy je po mału, zastanawiając się co robić. Młoda siedziała na pufie przerażona, wgapiając się w swoją butelkę i chyba próbując ją zamienić w świstoklik samą siłą woli
-Jesteś z drugiego roku, nie? -Angie uśmiechnęła się do młodej uspokajająco. Pewnie by i zadziałało, gdyby nie to, że miała doczepione wampirze zęby, a jej włosy przypominały czarne gnizado na czubku głowy.
-Um, tak...
-Jak masz na imię? -tym razem to Maxiu.
-Olivia... -młoda obrzuciła go przerażonym spojrzeniem. Chyba każdy w szkole wiedział, że Max to niebezpieczny psychopata i pedał.
-No to... masz jakiś problem? -uniosłem brwi.
-Nie bardzo...
-Na pewno?
-Nie, naprawdę...
-Nie wypuśccimy cię, póki nie wymyślisz sobie żadnego problemu.
Olivka otworzyła szeroko oczy jakby się miała zaraz popłakać. Zerknęliśmy po sobie z westchnieniem.
-Alex, straszy taką ładną dziewczynę -żabojad przystąpił do działania. Uśmiechnął się do laski promiennie. -Mon ami, nie przejmuj się nimi. Proszę, musimy ci w czymś pomóc, inaczej wszyscy będziemy mieć problemy. Pomóż nam sobie pomóc...
Albion otworzył usta, jakby chciał powiedzieć coś mądrego, ale najwyraźniej dwie dziewczyny w pokoju przekraczały jego limit i tylko zaczerwienił się, upijając łyk ze swojej butelki.
-Ja... -dziewczyna również się zaczerwieniła. -Mnie podoba się jeden kolega...
-Świetnie. W końcu do czegoś doszliśmy. Jaki to kolega?
-Sy...Syriusz Black...
Zdębialiśmy. Luka najbardziej.
-Podoba ci się Black?! -aż podskoczył z wrażenia.
-No, jest przystojny -Angie pokiwała głową, popijając piwo kremowe.
-Ty też?! -tym razem żabojad aż się opluł. -Co wy w nim widzicie?! I dlaczego ja tego nie mam?!
Chrząknęłem znacząco, skinąwszy w stronę Olivii.
-A może niech spotyka się z Luką -zaproponował niespodziewanie Albion. 
Spojrzeliśmy wszyscy na niego. Natychmiast zaczerwienił się aż po cebulki włosów.
-No, wiecie... żeby zwrócić uwagę Syriusza... Pewnie będzie chciał odbić dziewczynę Luce...
Olivka wydała z siebie jakiś dziwny, wysoki pisk. 
-Przepraszam... -zachichotała. -Ale to świetny pomysł!
Luka wyszczerzył się.
-Mon ami, czy ty się upiłaś?
Dziewczyna czknęła na potwierdzenie.
-To może ten... zostawmy was samych? -Angie wzruszyła ramionami. -Poznajcie się lepiej. Skoro macie ze sobą chodzić...
Wstaliśmy szybko z zamiarem ewakuowania się. Rzuciłem francuzowi ostre spojrzenie.
-Pamiętaj, że ona jest dopiero w drugiej klasie... -zastrzegłem szybko.
Wzruszył ramionami.
-No, przecież nic jej nie zrobię, nie?


-Normalnie ucałuję dziadziusia za taką karę! -Luca nie bardzo przejął się, że jego zaklęcie zmieniające kolor  chybiło celu i uderzyło w tył głowy Pettigrewa. -Będę miał dziewczyn na pęczki! Tyle złamanych serc do naprawienia!
-Męski szowinista -mruknęła Angie, obserwując jak Peterowi wyrastają ośle uszy. Potter i Black zaczęli rechotać.  -Co to było za zaklęcie?
-Co? -Luka rozejrał się. -To my jesteśmy na zaklęciach?
-Mimo wszystko -machnąłem krótko ręką, a uszy Petera wróciły do poprzedniego kształtu. -Nie ciesz się tak. Nie pokonasz Blacka, choćbyś poderwał wszystkie laski w szkole. Black i tak będzie miał jedną, której ty nie miałeś.
Luce opadła szczęka. Zmarszczył brwi i wyciągnął z torby gruby zeszyt. Zaczął go szybko wertować.
-Co to jest? -Angie zajrzała mu przez ramię.
-Jego spis dziewczyn -mruknął Albion, wbijając wzrok w kapelusz przed sobą. Tkanina na wstążce mieniła się tęczowo, ale reszta za cholerę nie chciała się zmienić. -Nosi go zawsze ze sobą.
-Nie rozumiem! -Luka spojrzał na mnie bezradnie. -O co ci chodzi?
-Angie -wyjaśniłem krótko, wzruszając ramionami.
-CHODZIŁAŚ Z BLACKIEM?!
-Zamknij japę!
-To zdrada -Luka spojrzał na dziewczynę jakby ta mu psa naleśnikiem zabiła. -Cherie... nie spodziewałem się tego po tobie...
-Och, zamilcz -dziewczyna niezbyt się przejęła. -To było dawno temu.
-W drugiej klasie? -zmarszczyłem brwi, starając sobie przypomnieć.
-Chyba w trzeciej... Zaraz -obróciła się do Pottera i jego bandy. -Hej, Black!
-Czego?
-W której klasie się przelizaliśmy?
Czarnowłosy zamyślił się, drapiąc w głowę.
-W drugiej chyba.
-A nie w trzeciej?
-W drugiej -Syriusz wyszczerzył się. -Potem przestałaś się czesać.
Angie niezbyt się przejęła. Odgarnęła potargane, ciemne loki z czoła i uśmiechnęła słodko.
-No tak! A ty zdałeś sobie sprawę, że TO wcale nie ma 20 centymetrów długości.
Syriusz poczerwieniał ze złości.
-Cicho siedź, szlamo -wycedził.
Albionowi aż różdżka wypadła z łapki. Angie syknęła i rzuciła w stronę Blacka jakąś klątwą. Ten natychmiast sparował cios i sam posłał w jej stronę czerwony promień. Tym razem to ja zareagowałem i jednym machnięciem odbiłem cios. 
-Spokojnie, dzieciaki -mruknąłem. -Potter, weź łaskawie go uspokój, bo sobie różdżką oko wybije. Black, jak chcesz zarobić szlaban to znam przyjemniejsze sposoby.
-Bronisz go?! -Angie zerknęła na mnie z wyrzutem. 
-To się tyczy też ciebie -wywróciłem oczami. -Nie przejmuj się tym dupkiem. Chyba nie chcesz...?
-Właśnie! -Luka przyskoczył do nas nagle i objął Angie za ramiona. -Nie przejmuj się tym dupkiem! Są lepsi przedstaiciele męskiego gatunku...!
-Odpieprz się, żabojadzie -Angie wbiła mu łokieć między żebra. -Powiedziałam już, że nie będę chodzić z żadnym z was.
-Cholera -Luka skrzywił się, łapiąc za brzuch. -Wredny babsztyl...
-Słyszałam to.


Angie strasznie się na nas pogniewała, co jasno dała nam do zrozumienia, gdy wieczorem zmierzaliśmy do sali wróżbiarstwa. Przypomniała nam również, że zbliżają się SUMY, a ona na pewno nie da nam swoich notatek.
Luka niezbyt się przejął, twierdząc że z eliksirów i tak jest lepszy. Kłócili się przez całą godzinę a potem rozeszli w różne strony, wściekli. Niestety ja i Albion zostaliśmy wciągnięci w ich kłótnie bez zbędnego informowania nas o tym. I francuz i wampirzyca mieli nam za złe, że wciąż przyjaźnimy się z obojgiem.
-Luka dołączył do nas dopiero dwa lata temu, nie? -tłumaczyła mi Angie na lekcji zielarstwa. -W sumie to tak naprawdę nigdy nie był jednym z nas. Cały czas siedzi ze swoimi dziewczynami. Do nas przychodził tylko się żalić, że się z kimś rozstał.
-Czy ty aby nie jesteś o niego zazdrosna? -mruknąłem, niezbyt zadowolony z tematu.
Angie prychnęła oburzona, ściskając nieco zbyt mocno łodygę Dyptamu. Roślina zaprotestowała, gwałtownie skrzecząc i wijąc się.
-No, naprawdę! -Angie puściła kwiatek. -Takich insynuacji to ja bym się spodziewała po kimś na poziomie Albiona albo żabojada! Nie, nie jestem zazdrosna! Ale, wiesz co? Odczepcie się ode mnie wszyscy! I ty, i on!
Po czym odeszła, wielce obrażona.


-Baby tak mają -pocieszał mnie Luka, godzinę potem, gdy nudziliśmy się na Opiece nad Magicznymi Stworzeniami. -Ciężko im dogodzić. Bo, wiesz, jak kobiecie jest za dobrze to od razu szuka dziury w całym. A Angie to już w ogóle! Przecież chciałem tylko prosić o pomoc...
-Ja pierdolę -jęknąłem. Nie dość, że siedziałem nad jeziorem wgapiając się w pniaki i usiłując stwierdzić, który z nich to błotoryj, to jeszcze ten mi tu miauczał. -Zawrzyj zęby, bo ci chyba przyjebię.
-Spokojna twoja rozczochrana -mruknął, krzywiąc się. -Mogłem się domyślić, że będziesz jej bronić. W końcu zawsze byliście... ku sobie...
Szczęka weszła mi w blistą kooperację z trawą u moich stóp. Ale zanim zdążylem jakoś elokwentnie zareagować, Luka obrócił się i dołączył do innej grupki.

Jedynie Maxa nikt się nie czepiał. Puchoni nie mają z nami zaklęć więc ani Angie, ani Luka nie mieli się do czego doczepić. Albion chyba najbardziej na tym ucierpiał. Do tej pory trzymał się głównie z Luką, który, pomimo manii podrywania, jest w miarę ludzkim leniem. Teraz był skazany na wyłącznie moje bardzo nieformalne werbalnie towarzystwo. Maxa wykorzystywałem jako wtykę w obu stronach konfliktu. Kiedy miał lekcję z Gryfonami, siadał z Angie i pomstował na Lukę. Zaraz potem lazł narzekać na kobiety w towarzystwie francuza.
Jedyne z czego mogłem być zadowolony to to, że nasz przymusowy wolontariat zaczynał przynosić efekty. Luka jadał śniadania w towarzystwie Olivki i jej znajomych, odprowadzał swoją dziewczynę na zajęcia, nawet odpisywał na listy od jej matki. Sama Olivia też okazała się w porządku. Coraz częściej przesiadywała w "Pokoju Zwierzeń", nawet jeśli Luka wychodził stamtąd jak tylko pojawiałem się ja albo Albion. Angie zdawała się całkowicie ignorować fakt, że to przez nią dostaliśmy karę i, że to właśnie powinna najbardziej przyłożyć się do pracy w wolontariacie.


-Pogodzą się -pocieszyła mnie któregoś dnia Olivia. Siedziała ze mną i Albionem w dormitorium, degustując moją nową nalewkę. -Jak ktoś się lubi to się zawsze pogodzi.
Albion skrzywił się, karmiąc chomika owsianką od Maxa. Błagam, nie pytajcie mnie, skąd on wytrzasnął biedne zwierzątko.
-Gdyby tak było, dalej przyjaźniłbym się z debilami z podwórka...
-Ale chodziło mi o taką prawdziwą przyjaźń... Wiesz, jak się dla kogoś naraża życie... -Oli rozmarzyła się, przesuwając opuszkiem palca po brzegach kieliszka. -Chciałabym kiedyś mieć takich dobrych przyjaciół.
-Chciałabyś narażać życie? -zapytałem trzeźwo.
Zachichotała.
-No, może nie aż tak...
-My cię lubimy -wzruszyłem ramionami. -I masz dużo znajomych po całej budzie, nie?
Trzasnęły drzwi i do dormitorium wpakował się Black.
-Rgardens, daj mi coś mocnego... -jęknął już na progu. -Pisałem właśnie esej na Historię Magii i mi się mózg popsuł...
Olivka zerknęła na niego przestraszona. Uniosłem brwi. Dziewczyna zaczerwieniła się lekko, ale nagle odstawiła swój kieliszek i wstała. Stanęłam naprzeciw Black'a, unosząc dumnie głowę.
-Podobasz mi się.
Syriusz uniósł brwi i zerknął na mnie, jakby spodziewał się, że to ja znowu go w coś wkopałem. W końcu zerknął znowu na dziewczynę i wzruszył ramionami.
-Yyyyy... sorry, nie szukam sobie panny...
-Wiem -Olivka uśmiechnęła się. -Ale musiałam to powiedzieć. Napijesz się ze mną?
Black znowu wzruszył ramionami, ale na usta wypełzł mu szeroki uśmiech.
-Zawsze i wszędzie.
Powiem tylko tyle; młoda tańczy na stole, jak się upije.

Następnego dnia w klepsydrze wylądował pierwszy rubin, sygnalizujący, że rozwiązaliśmy swoją pierwszą sprawę.
-Zorganizujmy imprezę -zaproponował Albion, gdy podziwialiśmy nasz licznik.
Wgapiliśmy się w niego zdumieni.
-Kim jesteś i co zrobiłeś z księżniczką?! -Max wybałuszył na niego oczy.
Al zawstydził się.
-No, Olivia była wczoraj... dzielna -odchrząknął, czerwieniąc się i unikając spojrzenia dziewczyny. -To pomyślałem... jakby tak Max przyprowadził Angelikę, a Olivia Lukę... moglibyśmy ich pogodzić...
-Dobra myśl -przyznałem.
Oli uśmiechnęła się szeroko, a potem wspięła na palce i cmoknęła Ala w policzek.
-Słodki jesteś -mruknęła.
Księżniczka omal się nie przewróciła z wrażenia. Natychmiast obrócił się na pięcie i poleciał do barku, mrucząc coś o piwie kremowym i włączonym żelazku.
-Dobra, to lecim na szczecin -rozsiadłem się na wyrku, wyciągając różdżkę. -Ja zablokuję wejście, żeby nie spierdolili, dranie.

Najpierw przylazł Luka. To nawet i lepiej. Z dwojga czortów ten był bardziej przyjaźnie nastawiony do świata. Może i uparty jak osioł, ale szybciej idzie się z nim dogadać.
-Mówiłaś, że będziemy sami... -burknął, stając w progu.
Oli siłą go wciągnęła do środka.
-Siadaj, debilu -machnąłem ręką w stronę jednej z puf. -Dzisiaj świętujemy. RAZEM, kurwa.
Nie ruszył dupy spod drzwi.
-Czyli chcesz mnie przeprosić? -założył ręce na piersi.
-Zaraz cię, skurwielu, przeproszę z moją pięścią.
-Trochę za niski jesteś, nie sądzisz?
Nosz, kurrrrrrrrrrrrwa!
Albion aż jęknął w swoim kącie, jak podskoczyłem do żabojada. Nie będzie mi gówniarz szargał honoru!
-Zawrzyj jebane w kurwę perełki, bo jak ci przyfasolę w facjatę to będziesz je zbierał na Pokątnej! -no i polało się co miało polać. -Nikogo, kurwa, przepraszać nie będę! Masz, w kurwę pierdoloną w ciemnym kącie, ruszyć swoją francuską dupę i legnąć na jakimś kawałku tego pierdolonego 5 na 10 m kwadratowego i wcisnąć w gębę piwo, albo ja ci je wcisnę w dupę, troglodyto pierdolony! Ekshibicjonista za dyche, w kurwełę mać!
Zamilkłem dysząc ciężko.
W pokoju panowała niczym nie zmącona cisza. Wszyscy gapili się na mnie, zamiatając szczękami podłogę. Al zaczął nawet zmieniać kolory. Czerwony - biały - czerwony - biały - zielony...
-Ty... -Luka odchrząknął. -tak na poczekaniu to wymyślasz...?
-Japa zero.
Żabojad skinął głową i przycupnął przy Alu, biorąc ze stolika butelkę piwa kremowego. Olivia poklepała go pocieszająco po kolanie, po czym obróciła do mnie.
-Jeszcze się nie uspokajaj. Zaraz tu będzie Max z Angie.
Lu uniósł głowę i otworzył usta, ale wystarczyło jedno moje spojrzenie i się uspokoił.
-Bachory jebane -rzuciłem jeszcze na wszelki wypadek.
Angie pojawiła się minutę potem i niemal od razu spróbowała spieprzyć. Złapałem ją za szatę, Max wziął od tyłu (Chryste....) i wciągnęliśmy do pokoju siłą.
-Siadaj na dupie, wiedźmo!
-Spierdalaj, panienko, nie będę z wami gadać!
-Kurwa, czy wy w końcu przestaniecie mnie obrażać?!!! -teraz to już ryknąłem.
Laska aż podskoczyła.
-Zamknij japę i się nie wydzieraj!
-BĘDĘ SIĘ DARŁ ILE MI SIĘ PODOBA TY PSEUDO WAMPIRZYCO! USADŹ DUPĘ ALBO CIĘ NAFASZERUJĘ CZOSNKIEM JAK BABCIA KACZKĘ NA ŚWIĘTA!
-Nosz, kurwa... -Angie zatkała sobie uszy dłonią, ale posłusznie, oparła się kantem tyłka o jakąś szafeczkę. -Czemu se zawdzięczam tę kurewską przyjemność?
-Się mówi "sobie" -burknąłem tylko. Max tarzał się po wyrku z radochy. -Zebraliśmy się tutaj, skurwysyny, żeby prześwięcić dzień, kurwa, święty i pogodzić tych dwoje debili...
-A jak nie to co? -nosz, odważna dupa. Odważyła się mi przerwać. Doprawdy, powiedzmy, że doceniam.
-Naprawdę? -uniosłem brwi, zerkając na nią. -Naprawdę chcesz, kurwa, wiedzieć?
Angie westchnęła, wywracając oczami.
-Ja pierdolę.... Mówił ci już ktoś, że jesteś psycholem?
-Ta, było takich dwóch w białych kitlach.
-Pewnie już leżą dwa metry pod ziemią, co? -Luka zachichotał.
-CHCESZ DOŁĄCZYĆ?!
-Już nic nie mówię...
Chwilę panowała cisza. Lu i Angie sukcesywnie się ignorowali, Max dalej rechotał na wyrku, Al dostał chyba ataku astmy, a Oli upijała się piwem kremowym.
-Świetnie -klapnąłem na fotel, na wszelki wypadek jeszcze gromiąc zebranych wzrokiem. -To teraz, kurwa, buzi i zgoda.
Zerknęli na siebie spode łba.
-A utarguję samą zgodę, bez buzi? -Angie zerknęła na mnie z uniesionymi brwiami. -Panie, KURWA, premierze.
-KURWA może się zgodzę, ale mnie nie wkurwiaj. Żabciu szybka piłka. Przepraszasz, czy w ryj?
-Wolałbym już w ryj dostać -burknął francuz. Ale westchnął w końcu. -Przepraszam, cherie. Poniosło mnie trochę. Ale że z Black'iem....
-MORDA!
Angie chwilę jeszcze siedziała naburmuszona. W końcu obróciła się do żabojada.
-Przyjmuję przeprosiny.
-I?
-Co "i"? -zdenerwowała się. -Za co niby mam go przeprosić?! Że nie chcę powiększyć grona jego byłych lasek?!
Znowu cisza. Nawet Max przestał rechotać.
-Słyszysz? -zerknąłem na Lucę. -Ona nie chce być twoją byłą laską.
-Świetnie, będzie przyszłą -wyszczerzył się.
-Chyba śnisz, żabojadzie! -dziewczyna wytknęła mu język. -Zostanę, kurwa, lesbą.
-Have fun...
Olivka zaczęła chichotać jak pojebana. Śmiem twierdzić, że znakomicie wpasowała się w towarzycho.
-Jesteście niemożliwi! -otarła łzy z kącików oczu. -Na pewno rozpowiem wszystkim jacy jesteście wspaniali -zagroziła, dupa wołowa.
-Świetnie -Luka ucieszył się.
-Ja pierdolę....

aut. Ale długo wyszło xD

sobota, 4 maja 2013

Chibi Party, czyli dalej o głupotach

Ostatnio nie miałam zbytnio czasu, żeby napisać jakikolwiek post, ale teraz postaram się to naprawić. Można powiedzieć, że skończył się mi weekend majowy i wracam do roboty ;) A na początek; trochę pobawiłam się w Chibi makerze i oto wynik:
Alex wygląda trochę zbyt dziewczęco, przepraszam ^^' Ale jego wieczna mina, typu "znam twoją matkę, skurwielu" jest idealna.

Nie mogłam znaleźć dostatecznie roztrzepanej i jednocześnie ładnej fryzurki dla naszej "wampirzycy".

Albion jest cudowny. Taki prawdziwy gentleman Wygląda trochę jak taki Ciel z Kuroshitsuji, nie sądzicie?

Nie wiedziałam w co ubrać Lucę, żeby był taki wyluzowany i sexi jednocześnie T^T

Maxiu jak zwykle kotowaty >.<

Jak tak robiłam naszych kochanych szajbusów to się rozpędziłam. Niżej macie nas -autorów bloga. Tak, jest nas więcej  ;)
A oto ja -czyli Alex, czy też Wróbel, jak kto woli :) Moimi postaciami są Alex (no ba!) i Angie. Póki co, wszystkie posty na blogu należą do mnie. Jakby kto chciał mnie poszukać gdzie indziej;
blog kulinarny + pamiętnik - http://szara-niecodziennosc.blog.pl/
gg - 35538554

Wiolka-Psycholka - jej postaci to Albion i Luka. Mam mnóstwo planów i świetnie pisze, tylko trzeba ją ostro poganiać (chowa się przede mną, bo na nią wrzeszczę, że pisze tylko fragmenty :) Przezwisko ma nie od parady, lepiej na nią uważać! 
gg - 10471664

Tinek (pedał) - czyli jedyny niby-facet w grupie, całkowicie pozbawiony mocy twórczej. Maxiu to jego postać i idealnie odzwierciedla swojego autora. Przyznam, że muszę czytać i edytować wszystkie jego posty (w ramach spoilleru; uciekł z zajęć z nowym nauczycielem, płacząc jak zarzynana dziewica, po tym, jak wydało się, że wykładowca wpadł mu w oko). Mówiąc w skrócie -pedał ^^ Ale kochany. Dostarcza mi papierosy <3
gg - 10949671



 Tak sobie pomyślałam; może i wy chcielibyście, żeby znalazł się tu wasz Chibi-bohater? Zgłaszać się! Macie mojego maila, gg, fejsa, możecie mnie nękać ile chcecie! Jeszcze dzisiaj lub w najbliższych dniach pojawi się Olivia, nasza pierwsza bohaterka ;) Ale potem mamy wolne terminy. Więc ruszać!
Każdy zgłaszający się:

  • wystąpi w odcinku,
  • ma szansę pojawić się w następnych chapterach,
  • zdjęcie jego bohatera pojawi się w galerii bloga,
  • zrobimy mu chibi rysunek :3
Mało? To napiszcie, czego jeszcze chcielibyście w dodatku do odcinka?
Póki co, to tyle! Biorę się za pisanie.
P.S. Jakby ktoś chciał być informowanym o nowych postach, niech napisze na moje gg ;)